07-08.02.2009 Wiosna w Lutym w Beskidzie Małym

To był naprawdę szczególny wyjazd. Na jego wyjątkowość wpłynęło zresztą kilka powodów. Dla niektórych była to inauguracja sezonu turystycznego w 2009 roku, niektórzy odwiedzili te miejsca po raz    pierwszy. Jeżeli dodamy do tego nietypową (jak na tą porę roku) pogodę i szczególną datę (8 lutego przypadała 100-tna rocznica śmierci Mieczysława Karłowicza w lawinie na stokach Małego Kościelca) to  chyba wystarczy. Jest jednak jeszcze jedna okoliczność, z całą pewnością najważniejsza. To był nasz pierwszy wyjazd, w którym uczestniczyliśmy jako członkowie ODDZIAŁU PTT w Tarnowie. I to juz tydzień po powołaniu go do życia. Ale dość już tego patosu, bo to ma być relacja z wyjazdu... W sobotni poranek trzy autka pomknęły z Grodu Leliwitów w stronę Suchej Beskidzkiej. Tutaj kolumna powiększyła się o jeszcze jeden pojazd. Wkrótce dotarliśmy do Targoszowa, skąd rozpoczęliśmy naszą wędrówkę. Wszystkich zaskoczyła temperatura (+13 stopni), której towarzyszyło słoneczko i halniaczek. Najpierw zboczami Czarnej Góry doszliśmy do zielonego szlaku prowadzącego z Krzeszowa w stronę Łamanej Skały. Błota i śniegu (jak przystało na luty) nie zaobserwowaliśmy. Minąwszy polanę Suwory dotarliśmy do połączenia ze szlakiem czerwonym gdzie poczuliśmy tchnienie zimy czyli zobaczyliśmy... śnieg. Stąd po krótkim postoju z widokiem na Wadowice i Andrychów ruszyliśmy na Łamaną Skałę i dalej do studenckiej chatki "Pod Potrójną". Tutaj Jurek sprawdził stan pianina (taki instrument jest rzadkim widokiem w schronisku) a reszta odpoczywając zabawiała się z owczarkami gospodarza (Dexterem i Ałtajem) oraz czarnym kotem (o nieustalonym imieniu). Po kilkunastu minutach ruszyliśmy z powrotem na Łamaną Skałę by następnie przez Potrójną Górę i Przełęcz Beskidek dotrzeć do Leskowca. Mieliśmy szczęście. Co prawda śniegu było jak na lekarstwo ale za to jaka panoramka. Z radością rozpoznawaliśmy kolejne pasma i szczyty z dominującą nad wszystkim Królową Beskidów. Odżyły wspomnienia z poprzednich wyjazdów, więc by nie rozkleić się do końca pospieszyliśmy do schroniska na Leskowcu na nieco spóźniony, ale jakże zasłużony obiad. Miłej atmosfery nie zmącił nawet brak prysznica i możliwości kąpieli. Wkrótce dołączyli do nas Marek z Edytą (oni musieli dojechać, aż ze stolicy) i.... nieważne… ważne, że wszyscy grzecznie poszli spać i równie grzecznie wstali. Niedzielny poranek powitał nas deszczem, więc po tradycyjnej już Mszy Świętej w schronisku i śniadaniu mogliśmy się poświęcić kolejnej porcji rozmów i planowaniu następnych wyjazdów (szczegóły na najbliższym spotkaniu Oddziału). Kiedy tylko chmurki nieco się podniosły podeszliśmy do kaplicy na Groniu Jana Pawła II by nacieszyć znów swoje oczy panoramką. Niestety wkrótce chmury szczelnie ją zakryły, a my zdecydowaliśmy się jeszcze podejść na szczyt Leskowca. Po chwili zaczęliśmy schodzić żółtym szlakiem do Targoszowa. Powrót do Tarnowa był tylko formalnością, tak więc niedzielny obiadek każdy zjadł już w swoim domku (z czego niewątpliwie ucieszyli się najbliżsi) A zima? Pewno ją jeszcze w górkach spotkamy (może gdzieś w maju lub w czerwcu)...

Janusz Foszcz


08.02.2009 - Na szczycie Leskowca w Beskidzie Małym - (fot. Jerzy Zieliński)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama