IX Mikołajki na Turbaczu, czyli operacja specjalna w Gorcach

            W naszym oddziałowym kalendarzu wyjazdowym grudzień jest miesiącem szczególnym. Składa się bowiem wyłącznie z tzw. imprez cyklicznych. Grudniowe wyjazdy inaugurowane są Mikołajkami na Turbaczu, potem następuje druga impreza, czyli Nocny Spacer na Marcinkę, następnie trzecia, czyli Poświąteczny Spacer. Miesiąc zaś kończy oczywiście Zakończenie Górskiego Sezonu, czyli cykliczna impreza numer cztery. Czasem, z powodów nazwijmy to kalendarzowych, grudniowa impreza numer trzy jest połączona z grudniową imprezą numer cztery. Ale póki co, nie wybiegajmy w przyszłość z ta imprezową algebrą...

            Pomysł organizowania cyklicznych imprez narodził się w czasach gdy nikomu jeszcze nie śniły się miesięcznice ani nawet rocznice. Właściwie to Mikołajki na Turbaczu wywodzą się z czasów tzw. przedoddziałowych, gdy grupa zapaleńców wpadła na pomysł by zamiast czekać na św. Mikołaja w mieście, poszukać go w górach, a konkretnie w schronisku na Turbaczu. A ponieważ pomysły na spędzenie weekendu w górach dzielą się na dobre i bardzo dobre, również i ta słuszna inicjatywa ludu górskiego miast i wsi szybko została zaakceptowana i na stałe wpisała się do kalendarza naszych imprez oddziałowych.

 

 

 

            Oczywiście na Turbacz nigdy nie zmierzamy jedną stałą trasą. Gorce są górami wprawdzie niezbyt rozległymi, ale oferują jednak spore możliwości podziwiania krajobrazu we wszystkich kierunkach. Planując Mikołajki A.D. 2015 zdecydowaliśmy się na wariant zdobywania Turbacza z Przełęczy Przysłop, przez Gorc Troszacki, Kudłoń i Czoło Turbacza.  Zaletą tej trasy są wspaniałe widoki z gorczańskich polan. Wprawdzie ostatnich kilka mikołajkowych edycji nie powalało pogodą, ale przecież zła passa musi się przecież kiedyś odwrócić. Zwłaszcza jeśli na Mikołajkach planuje się operację specjalną...

            Trzeba także dodać, iż Mikołajki na Turbaczu to nie tylko najstarsza impreza oddziałowa. To także impreza z zawsze najwyższą frekwencją w roku. Tak też było i tym razem. Forumowa lista chętnych na wyjazd zapełniła się błyskawicznie, zbliżając się momentami do sześćdziesięciu uczestników. Wprawdzie z Przełęczy Przysłop na szlak wyruszyło nieco mniej osób, ale nasza grupa dość szybko utworzyła długą kolumnę na podejściu na Jaworzynę. Tam właśnie mieliśmy okazję podziwiać pierwsze widoki. Na północ od Jaworzyny pięknie prezentował się Beskid Wyspowy z dominująca w krajobrazie dobrze nam znaną Mogielicą. Równie dobrze widać było także inne  szczyty ,,Wysp” - Ćwilin, Jasień i Lubogoszcz. Wyrównując oddech na polanie pod Jaworzynką nie mamy już wątpliwości, że aura nam sprzyja. Na niebie dominuje błękit, bez żadnej małej nawet chmury. A to znakomity prognostyk na dalszą część wędrówki, gdy możliwości podziwiania krajobrazu poszerzą się o nasz ulubiony kierunek południowy, czyli o widok na Tatry. Ten zaś, tzn. widok na Tatry czeka na nas już na Gorcu Troszackim. Wystarczy tylko przemierzyć Polanę Adamówka by po krótkim podejściu osiągnąć kolejną polanę, tym razem już na Gorcu Troszackim.

Napisać, że tego dnia Tatry prezentowały się wspaniale, to nic nie napisać. Zawsze zachwycające, tym razem zdecydowały się jednak wynagrodzić nam te kilka poprzednich, mało ,,widokowych” Mikołajków w Gorcach. Kotlina podtatrzańska wypełniona była chmurami, na tle których Tatry  prezentowały się znakomicie. Niewysokie wszak góry zdawały się być Alpom niemal równe. A gdy dołożyć jeszcze do tego tło w postaci lazurowego nieba to nasza miłość do górskich widoków została w pełni zaspokojona. 

 

 

            No właśnie, miłość... Minąwszy zalesiony wierzchołek Kudłonia wkraczamy na kolejną gorczańską polanę, Polanę Pustak. Przez chwilę czekamy na idących z tyłu. I tu właśnie następuje pierwsza tego dnia operacja specjalna pod kryptonimem ,,Miłość". W najpiękniejszym z możliwych anturażu, mając Tatry za plecami, Dawid pada na kolana przed swoją ukochaną, czyli Patrycją i prosi ją o rękę.  Patrycja jest szczerze zaskoczona. Chwila napięcia i po gorczańskich halach i lasach niosą się radosne okrzyki obserwujących tą scenę uczestników wycieczki. Te okrzyki są wprawdzie naruszeniem regulaminu parku narodowego, ale jest przecież coś takiego jak stan wyższej konieczności. Na palec Patrycji Dawid wkłada zaręczynowy pierścionek. W takiej chwili szampan jest idealnym dopełnieniem. A słowa ,,w górach jest wszystko co kocham" nabierają szczególnego znaczenia...  Pierwsze w historii oddziałowe zaręczyny stały się faktem. Z kronikarskiego obowiązku odnotujmy jeszcze znakomitą rolę Mistrza Ceremonii, czyli Sikorsona.

 

 

            Na Polanie Pustak patrzymy nie tylko na Tatry. W oddali wspaniale prezentuje się Królowa Beskidów. Możemy sobie tylko wyobrazić jaką ucztę dla oczu mają dziś nasze koleżanki i koledzy z Oddziałów PTT w Nowym Sączu i Chrzanowie, którzy właśnie zdobywają Babią Górę. Ale bynajmniej nie narzekamy, że dziś nie ma stawiliśmy się na audiencji u Królowej. Wszak Gorce to dla nas także miejsce szczególne. To przecież schronisko na Turbaczu było celem pierwszej wycieczki odbytej dziewięć lat temu. Z jego gościnnymi progami witamy się tuż po czternastej.  I jak zwykle najpierw regenerujemy siły w schroniskowej jadalni. Jednak wczesne popołudnie to nie jest jeszcze ta pora, o której ustaje wszelka aktywność w naszym Oddziale. Zamiast tradycyjnego spaceru pod Bulandową Kapliczkę, Janusz proponuje krótką wycieczkę na Kiczorę. Ale wycieczka, w założeniu krótka dla niektórych nieco się wydłuża. Nasza przewodniczka tatrzańska Gosia dzwoni bowiem do Janusza z informacją, iż z wyrusza na Turbacz z Przełęczy Knurowskiej. Janusz, Andrzej, Darek i Karol postanawiają wyjść jej na przeciw. To niewątpliwie szlachetny gest, ale także spory wysiłek. Nasi koledzy tym samym w ciągu jednego dnia przemierzają dużą część Gorców.

Wieczorem w schronisku odbywa się tradycyjna posiada. Biorąc pod uwagę, że jest z nami Jarek, frontman formacji 40 % Bluesa, mamy zapewnioną oprawę wokalną.  Jest muzyka, jest śpiew, są góry, jest radość.  Niektórzy odkrywają nieznane dotąd talenty aktorskie i zaczynają udawać funkcjonariuszy służb specjalnych. Tarnowscy miłośnicy Jamesa Bonda są w swoich rolach niezwykle sugestywni...

 

 

Niedzielny poranek na Turbaczu rozpoczynamy Mszą Święta i tradycyjną jajecznicą na śniadanie. Wspaniały widok na Tatry z jadalni powoduje niemal uczucie deja vu. Moglibyśmy tak patrzeć w nieskończoność, ale nasze nogi łakną już nowych szlaków. Zanim jednak obierzemy kurs na Szczawę przed Schroniskiem ustawiamy się do wspólnego zdjęcia. I jeszcze wręczamy prezenty Naszym Basiom Kochanym, wszak Barbórka była ledwie przedwczoraj.

Turbacz żegna nas bielą i błękitem. A tymi samymi barwami witają nas kolejne gorczańskie szczyty: Jaworzyna Kamienicka i Gorc, przyozdobiony nową wieżą widokową. Podziwiamy z niej po raz kolejny wspaniałą panoramę Tatr. Jest też Beskid Sądecki i Wyspowy. Całkiem blisko zaś Pasmo Lubania.  A na północny zachód od nas piękna i dumna Królowa Beskidów. Niestety na Gorcu żegnamy się z zimą i wspaniałymi widokami. Zbiegamy do Szczawy. Mission accomplished. IX Mikołajki na Turbaczu przechodzą do historii.

 

 

 

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama