01-02.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu

Jak tarnowski Mikołaj poszedł do szkoły...

Z wielu różnych rzeczy, przyjemnych i mniej przyjemnych, zbędnych i niezbędnych, które można robić w sobotni poranek wyjazd w góry zawsze zajmował pierwsze miejsce na mojej prywatnej top-liście. A zwłaszcza taki wyjazd...
Nadszedł bowiem czas by odprowadzić Mikołaja do szkoły. Tak, tak, w tym roku najpopularniejsza impreza oddziałowa świętowała szóste urodziny. Zgodnie zatem z obowiązującym w Polsce prawem sześciolatek musi podjąć naukę w szkole. A tradycja nakazuje odprowadzić malucha do szkoły. Chętnych oczywiście nie brakowało, z zapełnieniem listy na ten wyjazd nigdy nie było problemu.
Drażniący dźwięk budzika wyrywa mnie z objęć Morfeusza. Szybko dokonuje ablucji, dwa tosty popijam kawą, jedyną prawdziwą urzędniczą fusiarą plujką, łapię wór i zbiegam do mojego drogiego sercu (i nie tylko - zainteresowani koledzy i mechanicy wiedzą w czym rzecz) Fiata. Kluczyk do stacyjki i w drogę. Włączam radio by dowiedzieć się co w wielkim świecie słychać. Pomny słynnej "zakładówki" sprzed dwu lat spodziewam się wiadomości w rodzaju: "Nadzwyczajna mobilizacja Podhalańskiej Grupy GOPR w związku z operacją Mikołajki PTT Tarnów na Turbaczu". Albo takich: "W rejon Gorców policja ściągnęła śmigłowiec z kamerą termowizyjną i psy wyszkolone w poszukiwaniach zaginionych".
Ale nic z tych rzeczy, nauka nie poszła w gorczański las. Zamiast spędu "znajomych szwagra" tym razem jedzie silna, zwarta i gotowa jak szwadron ułanów grupa weteranów turystycznych szlaków. Nie ma zatem radiowych wersji "Breaking news". A zamiast tego w głośnikach dudni... "Harvester of Sorrow". Jezu, myślę sobie, ten dzień naprawdę nie mógł zacząć się lepiej - wyruszam w góry słuchając solidnej porcji amerykańskiego thrash metalu w wykonaniu Metallici (miłośnicy twórczości nieświętej pamięci Ich Troje mogą pominąć powyższy fragment).
Jak zwykle na wyjazdach gromadzimy się w kilku punktach miasta, skąd "mikołajkowiczów" sprawnie podejmuje oddziałowy przewoźnik. Ze względu na powszechnie znaną sprawność PKP mamy małe opóźnienie, przez kilkanaście minut czekamy na pociąg z Krakowa, którym jedzie Karol. Jego zawodowe umiejętności będą dziś bardzo potrzebne.


01.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu - (fot. Artur Marć)

Spod dworca, przez Wiejską kierujemy się na Mościce. Ostatnim przystankiem jest Roztoka, gdzie wsiada Boguś. Tym samym bus zostaje zapełniony. Jak przystało na okoliczność grono pedagogiczne jest licznie reprezentowane. Mamy polonistów i anglistów. Jest też historyk. I jako najbardziej kompetentna osoba nauczyciel nauczania początkowego. Sześciolatek jest zatem pod dobrą opieką.
Tuż przed ósmą wjeżdżamy na owocami słynącą Ziemię Sądecką. Wśród tutejszych owoców palmę pierwszeństwa w popularności dzierży niewątpliwie śliwka, szczególnie w odmianie łąckiej. To owoc o pełnym, mocnym smaku. Daje uczucie przyjemnego ciepła. Zdecydowanie preferowany przez mężczyzn. Kobiety nie zawsze potrafią docenić jego walory, zadowalając się raczej pigwą. Pigwa też posiada wiele zalet, ze względu na wysoki poziom witaminy C dobrze wpływa na zdrowotność, ale jest nieco słodkawo-mdła w smaku. Uzupełnieniem śliwki i pigwy jest orzeźwiająca aronia, również uprawiana na Sądecczyźnie. Po tych owocowych wariacjach w busie przychodzi czas na wariacje muzyczno-literackie. Spontanicznie rozpoczyna się pojedynek freestyle’owców: DJ Sikor z grupą vs. Duet I&I czyli Iwona i Inżynier. Pojedynek jest zawzięty, ale kończy się remisem.
Na Przełęczy Snozka nasz wzrok wędruje oczywiście na południe. Niestety Tatry pozostają dziś szczelnie okryte chmurami. Brak ruchu powietrza nie daję nadziei na zmianę tego stanu rzeczy. Lustrujemy wzrokiem również Gorce, które z Przełęczy prezentują się w całej swojej krasie. Przyprószone śniegiem wierzchołki i polany zdają się czekać z niecierpliwością na swoich tarnowskich wielbicieli. Jeszcze tylko chwila, przejazd przez Dębno i Łopuszną, skąd na Turbacz startuje Zdzisław i już jesteśmy w Kowańcu. Na Długiej Polanie, obok strażnicy GOPR żegnamy się z busem i rozpoczynamy podejście zielonym szlakiem. Najpierw ostro pod górę, by po kilkudziesięciu minutach przejść w nieco łagodniejsze podejście. Przechodzimy przez Polanę Brożek, na której dzięki uporowi i wytrwałości niezwykłego człowieka, Stefana Mrugały, znajduje się małe sanktuarium Św. Maksymiliana Marii Kolbego.
Pierwsza przerwa na Sralówkach. To bardzo urokliwa, widokowa polana o nazwie mało przystojnej, która wzbudza zawsze dużo śmiechu. Zwykle na tej Polanie można rozsiąść się wygodnie i patrząc na Tatry uzupełnić nieco kalorii. Ale dziś gorczańskie łąki przykryte są kilkucentymetrową warstwą śniegu, a Tatry dalej kryją swe oblicze za chmurami. Zrzucamy plecaki i zamiast śniadania na trawie mamy śniadanie na śniegu w wariancie stojącym. Suchy prowiant i coś na trawienie. Przerwa nie trwa długo, bowiem do schroniska nie jest daleko.


01.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Plecaki wędrują z powrotem na ramiona i znów kontynuujemy marsz w kierunku schroniska na Turbaczu. Droga przez Bukowinę Waksmundzką mija szybko i jeszcze przed południem osiągamy naszą weekendową bazę.
Pierwsze kroki kierujemy oczywiście do schroniskowej jadalni. Niektórzy potrzebują się schłodzić, a inni wprost przeciwnie, preferują napoje gorące. Wśród zwolenników czegoś cieplejszego dominują miłośnicy grzanego - o zgrozo! - izotonika na bazie chmielu i słodu. Hospody pomyluj, wszak co najmniej od czasów miłościwie panującego Arcypierdoły, na którego portret jak pisał Jarosław Haszek muchy dokonywały defektacji, wiadomo że "vařené" może być tylko wino, nigdy zaś piwo.
Po przywitaniu się ze schroniskiem zrzucamy plecaki w zarezerwowanych pokojach. Pora jest zdecydowanie zbyt wczesna by myśleć o odpoczynku. Poza tym Mikołajowa tradycja nakazuje odbycie spaceru na Jaworzynę Kamienicką, pod kapliczkę najsłynniejszego gorczańskiego bacy, Bulandy. Wyruszamy tam "na lekko" wczesnym popołudniem. Hala Długa wita nas mgłą. Aura nie sprzyja wędrówce. Na szlaku są tylko najwierniejsi miłośnicy Gorców. Przy lepszej pogodzie cieszylibyśmy się widokami Tatr, Spiszu i Kotliny Nowotarskiej. Niestety dziś możemy tylko przywołać z pamięci wspomnienia z poprzednich wędrówek po Gorcach. Pod Bulandową Kapliczką odbywa się oczywiście sesja foto. Solo, w duecie, grupowo z flagą i bez flagi. Przyklejamy też oddziałową naklejkę. Chwila rozmowy, tęskne spojrzenie w kierunku ukrytych w mgle Kudłonia i Gorca, i pora wracać. Znów Hala Długa i schronisko. Przed wejściem pada propozycja: a może jeszcze Turbacz? Jest blisko, godzina wczesna, zaś my mamy jeszcze sporą "rezerwę mocy". Tak więc najwyższy szczyt Gorców "pada" jeszcze w sobotę, miast zgodnie z planem w niedzielę. By nie wracać tą samą drogą do schroniska schodzimy Głównym Szlakiem Beskidzkim kilkaset metrów w stronę Starych Wierchów. Widoczność w kierunku północnym jest zdecydowanie lepsza niż na południe. Przed nami dobrze znane szczyty Beskidu Wyspowego. Wypadałoby się też pokłonić Królowej Beskidów, ale Babia Góra bierze przykład z Tatr i chowa się za szczelną zasłoną chmur. Po chwili opuszczamy czerwony szlak by leśną drogą dotrzeć do szlaku odchodzącego na Czoło Turbacza, gdzie byliśmy w ubiegłym roku. Co było dalej, nietrudno zgadnąć. Przecież na Czoło jest tak blisko, a czasu mamy spory zapas.
Spacer na Czoło Turbacza jest już ostatnim górskim akcentem soboty. Pora wracać do schroniska, na wieczór bowiem program przewiduje atrakcje innego rodzaju.


01.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu - (fot. Artur Marć)

Po powrocie rozsiadamy się w jadalni. Tym razem czas na posiłek bardziej obfity i kaloryczny. Po chwili na stołach można zaobserwować "Wegetatywne i telluryczne ingrediencje obiadu o zapachu dzikim i polnym" (wg Brunona Schulza). Oprócz specjałów kuchni schroniskowej mamy też oczywiście prowiant (nie tylko suchy) przywieziony z domów. Są ciastka i ciasto, kabanosy i oliwki, czekolada i wszystko inne co składa się na gorczańską "kuchnię fusion". Brakuje tylko kultowych jajek na twardo. Pojemniki, pudełka, termosy i kieliszki kursują od prawego do lewego i od lewego do prawego. Wypij kolego. I koleżanko też. Panowie usługują paniom, pełna kultura. Wszak nie bez powodu historia polskiej literatury świeckiej zaczyna się od wiersza "O zachowaniu się przy stole".
O ile odwiedziny u Bulandy są stałym punktem „dziennego” programu Mikołajek, o tyle żelaznym punktem wieczoru na Turbaczu jest celebrowanie imienin naszych oddziałowych Barbórek. A dziś dochodzą do tego jeszcze zaległe imieniny Janusza. Krótko mówiąc, odbywa się gorczańsko-mikołajkowa kumulacja imprezowa. W imieniu Oddziału życzenia solenizantkom i solenizantowi składają Marek i Piotrek, spontanicznie ujawniają się kandydaci na "tamadów". Wśród zgromadzonych w jadalni furorę robi prezent dla Janusza. Akcenty militarne łączą się w nim z akcentami ptt-owskimi i jeszcze nieco innymi... Janusz oczywiście nie zamierza zachowywać tego prezentu, a raczej jego zawartości tylko dla siebie i po chwili krąży on (tzn. prezent, a nie Janusz) wokół stołu. Świętujemy w najlepsze, dowcipy mieszają się ze wspomnieniami, pamiętamy oczywiście o tych co zostali na nizinach i nie mogą być z nami. Ale i ten ludyczny wieczór musi się przecież skończyć, wszak jutro czeka nas dalszy ciąg gorczańskich atrakcji.
Z reguły w podobnych relacjach pojawiają się w tym miejscu słowa o "nieprzespanej nocy znojnej". Ale nie tym razem, w tym roku pierwsza grudniowa niedziela jest też początkiem adwentu. Zajmowane przez nas trzy zbiorowe sale w schronisku budzą się do życia około siódmej rano.


01.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Dzień zaczynamy Mszą Świętą odprawianą przez ks. Roberta, który oczywiście nawiązuje do początku okresu oczekiwania na Boże Narodzenie. Potem kolejny stały punkt ptt-owskiej niedzieli w górach, czyli jajecznica na śniadanie. W jadalni długo nie zabawiamy, wszak Gorce znów czekają. Szybko zapełniamy plecaki, zawiązujemy buty i pora ruszać. Zwarta ekipa mikołajkowiczów dzieli się na dwie grupy: pierwsza, liczniejsza obiera kurs na Stare Wierchy, by potem przez Obidowiec zejść z powrotem do Kowańca, druga grupa pełni funkcję wysuniętego oddziału zwiadu i postanawia zejść do Kowańca wariantem zdecydowanie krótszym.
Ponownie na tym wyjeździe meldujemy się na Turbaczu. Tradycyjna przerwa na fotkę i ruszamy w kierunku Starych Wierchów. Szlak prowadzi łagodnie w dół, zatrzymujemy się na chwilę w miejscu katastrofy śmigłowca oraz na Obidowcu. Wkrótce zwartą grupą dochodzimy do schroniska na Starych Wierchach, znacznie bardziej przytulnego i klimatycznego niż Schronisko na Turbaczu. Tu oczywiście następuje przerwa na napoje ciepłe i zimne. Wspomagamy się kofeiną i uzupełniamy niedobory magnezu. Nawiązujemy łączność z wysuniętym oddziałem, który atakuje Kowaniec od czoła. My postanawiamy przegrupować się na flankę i stamtąd, przez Miejski Wierch, zejść do oczekującego już na nas busa. Mobilizujemy się do ostatniego wysiłku tego dnia. Mimo, że temperatura powietrza nie przekracza zera stopni robi się nam coraz cieplej. Małopolskim Szlakiem Papieskim zmierzamy w stronę Kowańca. Las rzednie, pojawiają się coraz większe polany zabudowywane sukcesywnie domami letniskowymi. Jeszcze tylko kilkaset metrów asfaltem i przed busem wymieniamy pozdrowienia z grupą, która schodziła przez Bukowinę Waksmundzką.
Mikołajki na Turbaczu zostają tym samym zakończone. W zgodnej opinii ciała pedagogicznego (bez skojarzeń) sześciolatek świetnie rokuje na przyszłość. A zatem… zapisy na Mikołajki 2013 czas zacząć.

Artur Marć


02.12.2012 - VI Mikołajki na Turbaczu - (fot. Artur Marć)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama