04-05.12.2010 "Zakładowe" Mikołajki na Turbaczu

Biel i czerwień. Te barwy dominowały w czasie pierwszego grudniowego weekendu w Gorcach. Kiedy przed trzema laty wyruszaliśmy w pięcioosobowym składzie z Rzek do schroniska na Turbaczu, aby podarować sobie górski, mikołajkowy prezent, nie przypuszczaliśmy, że tworzymy "nową świecką tradycję". Z roku na rok grono gorczańskich "Mikołajów" powiększało się i w tym roku liczyło już ponad czterdzieści osób. Wyjazd przypominał więc znane z minionej epoki, a obecnie nieco zapomniane już, choć kultywowane w pewnych kręgach "wycieczki zakładowe". Już samo pozbieranie uczestników zajęło nam sporo czasu.
Podobnie jak w latach ubiegłych święty biskup z Miry obdarował nas jednak najbardziej oczekiwanym prezentem czyli wspaniałą pogodą. Właściwie to była ona najlepsza z dotychczasowych gorczańskich mikołajkowych wyjazdów. Mimo iż jeszcze w nocy z piątku na sobotę dość mocno padał śnieg, poranek w Tarnowie powitał nas błękitnym niebem. Na drogach jednak warstewka białego puchu skutecznie zakrywała asfalt. Dodatkowo po pewnym czasie przyplątała się mgła. W związku z powyższym podróż do Kowańca trwała prawie cztery godziny. Po jedenastej opuściliśmy pokład autobusu przy goprówce obok Długiej Polany. Czerwony wąż rozciągnął się na długości kilkudziesięciu metrów. Pierwsze podejście, nie na darmo zwane Golgotą, poszarpało go jeszcze bardziej. Z przodu te same co zwykle uśmiechnięte twarze i w komplecie "nepalskie dziadki" (no ale Annapurna oblige). Mgła zostaje za nami i widoki coraz ładniejsze. Są i Taterki w całej krasie. Pod butami skrzypi śnieg, a nad głową znowu błękit. Na Sralówkach konsumpcyjna przerwa. Po chwili mkniemy dalej. Dochodzimy do Bukowiny Waksmundzkiej i po kilkudziesięciu minutach stajemy przed schroniskiem. Kwaterujemy się jak zwykle w wieloosobowych pokojach. Małe co nieco w schroniskowej jadalni i znowu na "świeże powietrze". Tym razem idziemy na Jaworzynę Kamienicką. To też tradycja. Zawsze odwiedzamy Bulandową Kapliczkę. Widok Tatr z Hali Długiej, jak zwykle niesamowity. Od wejścia w las przecieramy szlak i wraz z zachodzącym słońcem stajemy na jaworzyńskiej polanie. Kilka zdjęć i wracamy. Do schroniska dochodzimy już w ciemnościach. Na twarzach czujemy dobrze działalność mrozu. Rozgwieżdżone niebo zapowiada wspaniały poranek. Z Kiczory wracają inni tarnowscy Mikołaje. Obiadokolacja, a później w sali kominkowej wspominamy Himalaje. Jest laptop, rzutnik, tybetańska muzyka, buddyjskie flagi modlitewne i dwie godziny nepalskich opowieści. Potem w jadalni świętujemy przeszłe, teraźniejsze (Barbórka) i przyszłe imieniny i urodziny listopadowo-grudniowych solenizantów i jubilatów.


05.12.2010 - IV Mikołajki na Turbaczu - (fot. Marcin Wiśniewski)

Noc mija spokojnie zaś ranek (a właściwie okoliczności przyrody) zmusza nas do szybkiego opuszczenia łóżek i wyjścia przed schronisko. Brak słów do opisania wrażeń estetycznych, lepiej zaprosić nieobecnych do galerii zdjęć. Po mszy i śniadaniu czas na niedzielny spacerek. Najpierw przeżywam małe déjà vu. Po raz kolejny zostaję przyjęty w szeregi PTT. Ba przyjmuję sam siebie (zgadzają się personalia i rocznik). Od teraz jest nas już jednak w oddziale dwóch. A później wyruszamy w stronę Starych Wierchów. Znowu błękit, zieleń (świerków) i biel śniegu. Tatry, Babia Góra, Pilsko, Pasmo Podhalańskie Beskid Wyspowy i Makowski. Widać naprawdę sporo. I jeszcze skrzący biały puch. Szybko dochodzimy do schroniska na Starych Wierchach. Krótki postój i idziemy do Bacówki na Maciejowej. Tutaj sprawdzamy bacówkowe menu. Test wypada naprawdę dobrze (dość duży wybór i niezła jakość przy umiarkowanych cenach). Teraz pozostaje nam już ostatni etap. W nieco ponad półgodziny schodzimy do Rabki –Słonego. Jeszcze chwila i zajmujemy miejsca w autobusie. Po akcji "zaginiony szwagier" obieramy kurs na Tarnów. Kolejne, czwarte już "Mikołajki na Turbaczu" przechodzą do historii.

Janusz Foszcz


05.12.2010 - IV Mikołajki na Turbaczu - (fot. Janusz Foszcz)