03-04.12.2011 Mikołajki na Turbaczu 2011

Czas płynie nieubłaganie. Ani się nie obejrzeliśmy, a już dotarliśmy do małego jubileuszu. Nasza najpopularniejsza impreza górska odbyła się właśnie po raz piąty. W zasadzie biorąc pod uwagę jej dynamiczny rozwój należało przypuszczać, że tym razem liczba uczestników przekroczy symboliczną „pięćdziesiątkę”. Jednak po doświadczeniach ubiegłorocznej „zakładówki” powróciliśmy do jedynie słusznej koncepcji –„rodzinnego wyjazdu busikowego”. Na pierwszy efekt takiej decyzji nie musieliśmy długo czekać. Zapełnienie busa odbywało się ze szwajcarską precyzją i zgodnie opracowanym rozkładem. Nasz pojazd, jadący tradycyjnie „ze wschodu na zachód” sprawnie połykał kolejne kilometry i systematycznie powiększał swoją wagę. W ten sposób wszystkie miejsca zostały zajęte, a droga ewakuacyjna (wiodąca środkiem pojazdu) została zabarykadowana plecakami. Próbna ewakuacja przeprowadzona na stacji benzynowej w Łącku odbyła się jednak bardzo sprawnie. Następny przystanek był zarazem przystankiem końcowym. Błyskawicznie opuściliśmy „pokład”, zarzucili plecaki i kilka minut po dziesiątej ruszyli zwartą grupą z Zarębka Średniego w Łopusznej w stronę Gajówki… Mikołaja. Pan Janusz (nasz kierowca) obrał tymczasem azymut na Białkę, aby zainaugurować sezon narciarski na starannie naśnieżonych stokach Kotelnicy.
Jak na mikołajki przystało wśród uczestników dominował kolor czerwony. W tym roku dodatkowo z niewielką domieszką błękitu, słoneczną „żółcią” Basi oraz wspaniałym seledynem debiutującego (w naszych wyjazdach) księdza Marka. Tylko bieli brakowało zupełnie. Właściwie to pogoda przypominała bardziej początek wiosny. Tylko pojawiający się gdzieniegdzie lód świadczył o panujących w ostatnim okresie nocnych spadkach temperatury. Wkrótce dotarliśmy do wzmiankowanej już „Gajówki Mikołaja”. Nie jest to jednak wysunięty daleko na północ (w stosunku do tureckiej Miry) przyczółek świętego biskupa lecz terenowa stacja edukacyjna Gorczańskiego Parku Narodowego. Oczywiście zamknięta. Bo przecież w grudniową sobotę trudno spodziewać się gości. Tym bardziej niezapowiedzianych.


03.12.2011 - Mikołajki na Turbaczu 2011 - (fot. Artur Marć)

Nie zrażeni tym faktem poszliśmy dalej wykorzystując jedną z istniejących w Parku ścieżek dydaktycznych. Po chwili rozpoczęliśmy strome podejście w stronę Polany Jankówki. Błyskawicznie zdobywaliśmy wysokość. Jak zwykle w takich sytuacjach potworzyły się mniejsze grupy, które w różnym tempie, ale z jednakowym uporem parły naprzód. Przy wybudowanym przez GPN szałasie na Jankówkach zorganizowaliśmy dłuższą przerwę. Niebo mocno się zachmurzyło i zaczął lekko mżyć deszczyk. Na południu częściowo zakryte chmurami przebijały się stoki Tatr. Wiejący dość mocno wiatr pozostawiał jednak nadzieję, że sytuacja meteorologiczna ulegnie zmianie. Wszyscy razem ruszyliśmy dalej. W kilka minut znaleźliśmy się na Polanie Zielenica. Jeszcze niewielkie podejście i osiągnęliśmy Kiczorę. Panoramę w dalszym ciągu ograniczały chmury więc po zrobieniu pamiątkowego zdjęcia, pomknęliśmy w stronę schroniska na Turbaczu. Wkrótce wyszliśmy na Halę Długą. Nasz cel (schronisko) mieliśmy w zasięgu wzroku. O trzynastej stanęliśmy przed schroniskową recepcją. Dwa zarezerwowane (jeszcze we wrześniu) najbardziej pojemne pokoje już na nas czekały. Po godzinnej przerwie na uzupełnienie kalorii nadeszła pora na popołudniowy spacer. W międzyczasie zmieniła się pogoda. Wiatr przewiał chmury i wyszło słońce. Tatry też bardziej się odsłoniły. W radosnym nastroju weszliśmy na szczyt Turbacza. Kiedyś zalesiony, dziś dzięki wiatrołomom będący niezłym punktem widokowym. Patrząc na wzniesienia Beskidu Wyspowego zeszliśmy na Polanę Turbacz. Stamtąd skierowaliśmy się na Czoło Turbacza. Przez dłuższą chwilę cieszyliśmy oczy widokiem skąpanej w słońcu Mogielicy. Potem powoli udaliśmy się z powrotem do schroniska.


03.12.2011 - Mikołajki na Turbaczu 2011 - (fot. Artur Marć)

Ciepła woda była już „dostępna” więc kolejno dokonywaliśmy gorczańskich ablucji. Następnie „pochłonęliśmy” żurki, czosnkowe, borowikowe, bigosy, schabowe i inne specjały schroniskowej kuchni. Później na połączonych stołach pojawiły się wyniesione przez nas produkty i rozpoczęliśmy „Barbórkowanie”. Były dwie Basie, ale niestety brakowało Andrzeja. W ostatniej chwili zmogła go grypa. Nie było więc akcentu „andrzejkowego”. Było za to gromkie „Sto lat”, życzenia i prezenty. Jeszcze Piotrek wręczył paniom mikołajkowe lizaki. Na niego zawsze można liczyć w takich chwilach. I tak mijały kolejne godziny. Koniec zwieńczyły zawody. W jakiej konkurencji, niech pozostanie słodką tajemnicą uczestników. Później pozostał nam już tylko sen (podobno czasem z chrapaniem). Ja osobiście nie słyszałem, ale byli tacy, którzy słyszeli, chociaż z uwagi na ciemności panujące w pokoju nie mogli zlokalizować źródła.
A ciemności wydawały się nie mieć końca. Czyżby jakieś niespodziewane poranne zaćmienie słońca? Powód jest bardziej prozaiczny. Za oknem gęsta mgła. Tatr ani śladu. Za to wieje porządnie. Może zanim wyjdziemy, coś się zmieni. Na razie dochodzi siódma. Po porannej toalecie zbieramy się w sali kominkowej, gdzie tradycyjnie jeden ze stołów zamienia się w ołtarz. Rozpoczyna się Msza Święta. Po raz pierwszy w historii „mikołajek” jest koncelebrowana. Do naszego górskiego kapelana czyli księdza Roberta dołącza ksiądz Marek (w ostatnich latach prowadzący wielkopiątkową Drogę Krzyżową na Mogielicę). Są też dwie intencje. Jedna za zdrowie naszego przyjaciela Karola (na pewno czuł mniejszy ból w sobotę i niedzielę), druga za wszystkich obecnych. Kazanie o górach i ścieżkach (raczej tych prostych niż krętych) wygłasza debiutant. Po Mszy Św. przenosimy się do jadalni. Jesteśmy sami. Nieliczni turyści (którzy wczoraj dotarli na nocleg) widać jeszcze nie zdążyli się obudzić. Tradycyjną jajecznicę w kilku przypadkach zastępuje czosnkowa. Marek i Grzesiek raczą się żurkiem. A za oknem sytuacja nie ulega zmianie. Kolejne porcje wrzątku „lądują” w termosach. Czas opuścić przytulne schronisko. Piętnaście minut po dziewiątej ustawiamy się na schodach do wspólnej fotografii. Zaraz potem ruszamy z wiatrem w mgłę. Na Hali Długiej, Tatry oglądamy wyłącznie oczami wyobraźni. Wchodzimy w las i po chwili wędrujemy już zielonym szlakiem na Jaworzynę Kamienicką. To kolejny wymóg tradycji. Trzeba uczcić pamięć Bulandy – gorczańskiego bacy i czarownika, przez ponad pięćdziesiąt lat wypasającego na polanie pod szczytem swoje owce.


03.12.2011 - Mikołajki na Turbaczu 2011 - (fot. Artur Marć)

W ubiegłym roku przecieraliśmy tutaj całkowicie zaśnieżoną ścieżkę, a pod Bulandową Kapliczką brodziliśmy w nawianych zaspach. Teraz o takiej sytuacji możemy jedynie pomarzyć. Co prawda na trawie leżą jakieś żałosne, śnieżne resztki, ale nie zasługują one na miano grudniowego śniegu. Wczoraj widzieliśmy go w większej ilości, ale jedynie z daleka i w wersji wyprodukowanej przez armatki, gdzieś na stokach Białki. Po krótkiej przerwie znowu wchodzimy w las. Po kilkunastu minutach marszu (gdzieś w okolicach Średniaka), wiemy że Stwórca po raz kolejny okazał się łaskawy. A może testował po prostu naszą cierpliwość? Wiatr rozwiał mgłę i z kolejnych polan oglądamy coraz pełniejsze panoramy. Na Przysłopie kilka osób postanawia zejść „żółtym” do Ochotnicy Górnej. Reszta zgodnie z planem wędruje na Gorc. Na jego szczycie wieje okrutnie, ale widoki sprawiają, że „wczorajsze” kanapki smakują znakomicie. Ciepła herbata rozgrzewa zziębniętych. Kolejne tabliczki czekolady uzupełniają stracone po drodze kalorie. Po chwili schodzimy do Ochotnicy Dolnej. Na niebie pokazuje się słońce. Wiatr cichnie. Warunki wspaniałe, a nieodległe Tatry coraz piękniejsze. Szybko wytracamy wysokość. Widać już zabudowania przysiółka Gorcowe. Dochodzimy do asfaltu. W Potoku Gorcowym usuwamy resztki gorczańskiego błota z butów i schodzimy do czekającego już przy stacji benzynowej busa. Grupa z Ochotnicy Górnej zjawia się prawie w tym samym momencie. Zegarki wskazują czternastą trzydzieści. Po niespełna dwóch godzinach meldujemy się w Tarnowie. A za rok z radością będziemy tworzyć szóstą część „Mikołajkowej Odysei”.

Janusz Foszcz


04.12.2011 - Mikołajki na Turbaczu 2011 - (fot. Janusz Foszcz)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama