IV Nocny Spacer na Górę Św. Marcina.  

            Naszą drugą w kolejności grudniową imprezą cykliczną jest Nocny Spacer na Górę św. Marcina nad Tarnowem. Pomysłodawczynią tego spaceru jest Kinga, która równo cztery lata temu zaproponowała wycieczkę po najbliższych nam, często niedocenianych okolicach. Pomysł oczywiście ,,złapał” i tydzień po Mikołajkach na Turbaczu wieczorową porą, a właściwie to popołudniowo-wieczorową maszerujemy po Pogórzu Ciężkowickim mając na ogół przed oczami wieżę przekaźnikową w Zawadzie, będąca dla nas swego rodzaju latarnią wyznaczającą kierunek marszu.

            Ale tej soboty, tzn. 12 grudnia 2015r. nasz spacer stanął pod znakiem zapytania. Szyki zdawał się nam mieszać aura, wbrew kalendarzowi zupełnie nie zimowa. Przed południem zamiast zwyczajowych o tej porze roku opadów śniegu z nieba rzęsiście lał się deszcz. A wraz z nim pojawiły się smsy od zaniepokojonych uczestników czy aby będziemy spacerować. Płonne obawy. My przecież z tych którzy pójdą ,,bez względu na porę roku, dnia i stan pogody”. Zwłaszcza, że w okolicach południa aura po raz kolejny pokazała, że dziś będzie ,,po jasnej stronie mocy” i na niebie zaczął dominować błękit i promienie grudniowego słońca.

           

 

 

            Maszerując z Zalasowej na Trzemeską Górę staraliśmy się jeszcze złapać nieco tychże promieni, aby wraz z nimi zmagazynować w naszych organizmach trochę witaminy D.   Na trasie naszego marszu znajdowały się dwa poważniejsze wzniesienia – Trzemeska Góra właśnie oraz oczywiście Góra św. Marcina. W lesie na Trzemeskiej Górze wkroczyliśmy na dobrze nam znany niebieski szlak wiodący spod tarnowskiej kapliczki św. Walentego na Wielki Rogacz w Beskidzie Sądeckim. Przez chwile powróciły wspomnienia sprzed blisko dwóch lat, gdy w styczniu 2014r. zainaugurowaliśmy rocznicowe przejście tym szlakiem...

            A pod wierzchołkiem Trzemeskiej Góry powitali nas... wędkarze. Tak, to nie pomyłka, okazuje się, że dobrze nam znany leśny staw jest stawem hodowlanym. Kilka osób za pomocą sieci dokonywało właśnie odłowu ryb. Przez chwilę przyglądaliśmy się  kilku okazom karpi, których najprawdopodobniej czeka smutny los, związany ze zbliżającą się Wigilią. Żal tych pięknych ryb, ale w końcu trudno wyobrazić sobie wigilijny stół bez karpia. A że rybka jak wiadomo lubi pływać, to przy stawie pojawiła się też buteleczka z destylatem owocowym.

         

            Pewnym mankamentem pogórzańskich szlaków jest ich spore ,,wyasfaltowanie”. Tam gdzie jeszcze do niedawna były ścieżki lub co najwyżej polne drogi, dziś jest asfaltowy ,,dywanik”. To niewątpliwie dla mieszkających tam dobrodziejstwo, ale niestety wędrówka taką drogą traci znacznie na turystycznej atrakcyjności. Tak więc, na Trzemeskiej Górze pożegnaliśmy się z ,,terenem” maszerując do Zawady po twardej nawierzchni. Wraz z zapadającym zmrokiem osiągnęliśmy nasz cel, czyli Górę św. Marcina, stanowiącą najbardziej na północ wysunięte wzniesienie łańcucha Karpat.  Pod niezwykle urokliwym drewnianym Kościołem św. Marcina w Zawadzie ustawiamy się do tradycyjnej fotki. Są z nami Ania i Wioletta z Mielca. Tradycyjnie już jest także z nami Krzysiek, czyli nasz człowiek z mieleckiej Carpatii. Trudno przy tej okazji nie zauważyć, ze w naszych wycieczkach ostatnio zawsze uczestniczą koleżanki i koledzy z innych Oddziałów PTT. Bardzo nas to cieszy. A że gości należy stosownie podjąć, to pod Kościołem zapraszamy wszystkich do Skrzyszowa, gdzie niezawodna Kinga rozpaliła grilla, przygotowując również małe co nieco. Po raz kolejny potwierdzamy, że nasza Pani Prezes jest bardzo utalentowanym kucharzem. A ci co nie byli, niech żałują, że ominął ich spacer w dobrym towarzystwie i kulinarne jego zakończenie...