07.05.2011 Sobota w Beskidzie Wyspowym - Luboń Wielki

Najstarsi górale zdążyli już zapomnieć naszą ostatnią jednodniową, oddziałową wycieczkę w góry. Tak się bowiem złożyło, że od kilkunastu miesięcy jadąc w bardziej lub mniej pofałdowane tereny zazwyczaj organizowaliśmy wyjazdy dwudniowe. Ale w końcu nadszedł maj, a wraz z nim pomysł na szybką, kilkugodzinną wędrówkę szlakami Beskidu Wyspowego. Z zapełnieniem „oddziałowego” busa nie było problemów, tym bardziej, że i prognozy meteo były obiecujące. Zresztą wycieczki jednodniowe mają właśnie tą niezaprzeczalną zaletę, że można je realizować natychmiast, czyli z dnia na dzień, biorąc pod uwagę komunikaty synoptyków. Bez problemów, zatrzymując się tylko we wcześniej zaplanowanych (celem „zapokładowania” kolejnych uczestników) miejscach dotarliśmy do położonego przy popularnej „zakopiance” przystanku autobusowego Mały Luboń. Stamtąd ruszyliśmy niebieskim (spacerowym) szlakiem w stronę schroniska na Luboniu Wielkim. Na niebie sporo chmur, ale gdzie niegdzie przebija błękit. Jednak temperatura niezbyt wysoka i w dodatku naszemu marszowi  towarzyszą podmuchy chłodnego wiatru. Pierwszy postój na widokowej Polanie Surówki.


07.05.2011 - Na Polanie Surówki - (fot. Jerzy Zieliński)

Dobrze widać już wieżę telewizyjną na szczycie Lubonia. Trochę gorzej niestety widać Tatry. Ruszamy dalej i po niecałej godzinie dochodzimy do schroniska. Wiatr wieje dość mocno i chmur jest coraz więcej. W pewnej chwili niespodziewanie zaczyna… sypać delikatny śnieżek. Pomimo zupełnie przyzwoitej panoramy sprzed schroniska postanawiamy przez chwilę ogrzać się w środku.Schronisko na Luboniu, obchodzące w tym roku (w sierpniu) osiemdziesiątą rocznicę oddania do użytku nie należy do największych tego typu obiektów. Z tego powodu wewnątrz panuje spory tłok. Jakoś jednak udaje się nam pomieścić. Sprawdzamy niektóre pozycje menu, dostarczamy organizmom kalorii i opuszczamy przytulną jadalnię. Zanim wyruszymy w dół odprawiamy na szczycie tradycyjny obrzęd przyjęcia do naszego grona nowego „towarzysza górskiego”. Tym razem jest to Jarek.


07.05.2011 - Nasz już tradycyjny, "neopogański obrzęd"... tym razem padło na Jarka
(fot. Jerzy Zieliński)

Na drogę zejściową wybraliśmy już wcześniej, znaną miłośnikom gór – Perć Borkowskiego, czyli wiodący do Rabki Zarytego szlak żółty. Wiedzie on częściowo wśród skałek i gołoborzy. Skalna sceneria robi wrażenie, zwłaszcza na idących tą drogą po raz pierwszy. W międzyczasie chmury rozchodzą się i na niebie pojawia się słońce. Z polany nad Zarytem sycimy oczy gorczańskimi panoramami. Wkrótce siedzimy w busie i wykorzystując wczesną porę, postanawiamy podarować sobie jeszcze dodatkowy górski bonus. Jedziemy na przełęcz Gruszowiec, a stamtąd idziemy razem przez chwilę w stronę Śnieżnicy. Potem na rozstaju szlaków dzielimy się na dwie grupy. Jedna postanawia dotrzeć do Młodzieżowego Ośrodka Rekolekcyjnego pod Śnieżnicą, druga atakuje szczyt i drogą okrężną schodzi do ośrodka. Na Gruszowiec znowu wracamy razem. W kultowym „Barze pod Cyckiem” sprawdzamy swoją cierpliwość, oczekując na zamówione dania. Kiedy wreszcie go opuszczamy i zajmujemy miejsca w busie, zaczyna się ulewa. W strugach deszczu, przez Limanową, Laskową, Łososinę Dolną i Czchów, docieramy do Tarnowa.

Janusz Foszcz


07.05.2011 - Na szczycie Śnieżnicy - (fot. Janusz Foszcz)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider