28.12.2013 Zakończenie Sezonu 2013 na Babiej Górze

O kaprysach Królowej, czyli zakończenie sezonu na Babiej Górze...

Na początek wyjaśnijmy sobie jedną rzecz. Każdy rok spędzony pod znakiem górskich wędrówek jest rokiem dobrym, a nawet bardzo dobrym. I nieważne gdzie udało się pojechać - w pobliskie Beskidy, w nieco odleglejsze Alpy czy też w całkiem dalekie Himalaje. Zatem rok 2013 był bezdyskusyjnie dobrym rokiem. Ale wszystko ma przecież swój początek i koniec. Skoro coś zaczęliśmy 12 miesięcy temu to trzeba również to zakończyć...
Taka okazja wymaga szczególnego miejsca, zatem wybór pada na Królową Beskidów. Inna Jej nazwa - jak się okaże prorocza - to Królowa Niepogody. Ale póki co zmierzając busem w stronę Krowiarek zapowiada się na pyszny górski dzień. Niebo jest bowiem lazurowe, zaś tuż za Krakowem pokazuje się grzebień Tatr. Korzystając z dobrodziejstw autostrady podróżujemy krócej niż zwykle. W busie jest wyjątkowo cicho, a nawet sennie. Dopiero w Zawoi atmosfera się nieco ożywia, gdy obserwujemy wyjątkowe zjawisko - dym z kominów zamiast pionowo układa się niemal całkiem poziomo.


28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Artur Marć)

Przygotowując się na Krowiarkach do wymarszu zdajemy sobie już sprawę, że Królowa znów jest w złym humorze. Szczyt Diablaka pokrywa "czapa" z chmur, które pomimo silnych podmuchów nie zamierzają opuścić wierzchołka. Ale przecież sezon trzeba zakończyć szczytowaniem, więc zaczynamy mozolne podejście w stronę Sokolicy. W odróżnieniu od ubiegłego roku, gdy na Ćwilinie i Śnieżnicy byliśmy sami, tym razem co kilka chwil spotykamy wchodzące i schodzące grupki turystycznej braci. Jak widać nie tylko my uznaliśmy, że sobota w górach to dobry pomysł.
Maszerując już po raz ostatni w tym roku po górach wspominamy nieubłagalnie przechodzący do historii Stary Rok. Co z niego zapamiętamy? Mroźną inaugurację sezonu na Jamnej. Pobliskie Pogórza mają swój urok. Potem luty i wycieczka na Niemcową. Kultowa chatka w górach i sięgające piersi zaspy na Wielkim Rogaczu. Mglisty marcowy weekend w polskich i słowackich Pieninach. Jedne z bardziej widokowych gór tym razem z kiepską widocznością. Kwiecień to zapomniane nieco góry Leluchowskie i Czerchowskie. Te drugie może nawet nie tyle zapomniane, co w ogóle nieodkryte. Zielony maj w Bieszczadach i w Beskidzie Niskim. To wtedy odkryliśmy że technikę zjeżdżania na pewnej części ciała można stosować nie tylko zimą. Czerwiec i wrzesień to nasz tatrzański matecznik, najpierw K2 czyli Krywań i Koprowy, a potem na zakończenie wakacji Furkot i Dolina Staroleśna. A ten dwa tatrzańskie weekendy przedzieliliśmy sobotą w Beskidzie Niskim, z pstrągami i panoramą z Grzywackiej. I niech tylko ktoś powie, że Beskid Niski nie ma swojego uroku. Jesienią też oczywiście nie próżnowaliśmy. Wróciliśmy w Góry Czerchowskie. A potem w Marszu Niepodległości pomaszerowaliśmy na Jaworzynę Konieczniańską i nieco niespodziewanie po Skamieniałym Mieście. Grudzień to oczywiście Turbacz i Mikołajki, impreza wywodząca się jeszcze z czasów, gdy nie było Oddziału PTT w Tarnowie.


28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Przemysław Klesiewicz)

Na Sokolicy zatrzymujemy się na chwilę by zebrać nieco rozciągniętą grupę i wyciągnąć z plecaków kurtki. To oczywiście także miejsce naszej pierwszej zbiorowej fotki. Dokumentujemy też widok na Pasmo Policy. Ale oczywiście nasz wzrok biegnie w inną stronę.
Królowa w dalszym ciągu pokazuje swe chmurne oblicze. I nic nie wskazuje na to by dziś miała się zmienić. Wprost przeciwnie nasilający się wiatr pokazuje, że Jej kaprysy mogą osiągnąć dziś swój zenit.
Osiągając Kępę wiemy już, że uzyskanie audiencji będzie dziś wyjątkowo trudne. W nieco innych okolicznościach przyrody śpiewalibyśmy pewnie coś o 10 stopniach w skali Beauforta. Ale jesteśmy przecież w górach, a siłę halnego mierzy się innymi jednostkami. Na Główniaku jasne już jest, iż chyba wszyscy zaliczymy swój "wietrzny rekord". Nikt z nas nie miał jeszcze okazji zmierzyć się w górach z wiatrem, którego prędkość jak się okazuje przekracza 90 km/h. Widoczność wynosi ledwie kilka metrów. W takich warunkach każdy krok wykonywany jest z wielokrotnie większym wysiłkiem. By nie stracić równowagi i się nie przewrócić trzeba się nieco pochylić. No cóż, to wszak audiencja u Królowej, więc musimy nieco zgiąć karki.
Na wierzchołku musimy zmierzyć się z kulminacją siły wiatru. Na szczęście murek ułożony z kamieni daje nam osłonę przed wiatrem. Przez chwilę regenerujemy siły, poprawiamy potargany wiatrem ekwipunek i oczekujemy na resztę grupy. Mamy początkowo nadzieję, że wiatr nieco osłabnie, ale dość szybko po raz kolejny okazuje się czyją matką jest nadzieja. W tej sytuacji decydujemy, że Janusz i Darek pójdą po resztę naszej grupy i razem z nią zawrócą na Sokolicę. Stamtąd zaś idąc Percią Przyrodników i Górnym Płajem skierują się do schroniska na Markowych Szczawinach.


28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (by Przemysław Klesiewicz)

Natomiast szczęśliwi zdobywcy Diablaka po krótkim odpoczynku kierują się w stronę Przełęczy Brona. Wyniesiony w plecaku szampan musi jeszcze trochę poczekać. Zejście z kopuły szczytowej w tych warunkach jest sporym wyzwaniem. Ślizgamy się po kamieniach, starając się nie stracić z oczu oznakowań szlaku. Z każdym krokiem w kierunku Przełęczy wiatr traci na sile. Powyżej Brony kucamy w kosodrzewinie. Chwila odpoczynku i oczekiwanie na koleżanki i kolegów idących z tyłu. Po chwili nawiązujemy kontakt wzrokowy. Są, wszystko w porządku, więc zbiegamy do schroniska na Markowych Szczawinach. Tutaj okazuje się że członkom tarnowskiego Oddziału PTT niestraszne są nawet największe kaprysy Królowej. Halina, Andrzej i Przemek, którym najwyraźniej brakowało jeszcze wrażeń postanowili zdobyć nieodległy wierzchołek Małej Babiej Góry.
W związku z dość nieoczekiwanym podzieleniem się na dwie grupy zwyczajowy odpoczynek w schronisku na Markowych Szczawinach nieco się wydłuża. Ten swoisty "bonus czasowy" wykorzystujemy na zapoznanie się z nowymi sympatykami naszego Oddziału. Są rozmowy, poświąteczne ciasto i oczywiście coś na rozgrzanie zmarzniętych ciał. Nawiązujemy też kontakt telefoniczny z Januszem i resztą wycieczki dla której ostatnią atrakcją wyjazdu są wiatrołomy na Górnym Płaju.
Jak wiadomo koniec wieńczy dzieło. Nasze górskie dzieło A. D. 2013 zostaje zwieńczone szampanem i noworocznymi życzeniami przed schroniskiem. Przed nami 2014 r. Rok dziewięćdziesięciolecia Oddziału i kolejny rok naszych górskich peregrynacji. Jeszcze się na dobre nie rozpoczął, a my już wiemy, że będzie udany. Dlaczego? Bo przecież każdy rok mierzony górskimi wyjazdami jest rokiem udanym...

Artur Marć


28.12.2013 - Zakończenie Sezonu na Babiej Górze w Beskidzie Żywieckim - (fot. Artur Marć)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider