17-19.04.2015 Wycieczka w Góry Stołowe

Nasz pierwszy raz w Sudetach...

Przeglądając liczne galerie z naszych oddziałowych peregrynacji nietrudno zauważyć, iż ograniczaliśmy się dotychczas wyłącznie do Karpat i Gór Świętokrzyskich. Nie można tego oczywiście uznać za mankament. Karpaty i Góry Świętokrzyskie mają wiele do zaoferowania i nawet dobrze znane miejsca za każdym razem oferują coś nowego. Jednakowoż układając plan wyjazdów na 2015 r. za punkt honoru postawiliśmy sobie zorganizowanie wycieczki w Sudety, ostatni łańcuch polskich gór, w którym dotąd nasz Oddział nie zagościł. Podjęcie decyzji o wyjeździe w Sudety było tym łatwiejsze, że kilka lat temu autostrada A4 „dobiła” wreszcie do Tarnowa. To właśnie dzięki „a-czwórce” Paryż wreszcie uzyskał autostradowe połączenie z Tarnowem. Nas jednak bardziej zainteresowała możliwość szybszego przemieszczenia się w rejony znacznie - przynajmniej dla nas - bardziej interesujące niż światowe metropolie.
Nasz wybór padł na „sudecką klasykę” czyli Góry Stołowe, zarówno ich polską jak i czeską część, a także nieco mniej znane Góry Bardzkie. Na pierwszy ogień, w piątek, miały pójść położone w Czechach Skały Adrszpasko-Teplickie. W sobotę zaplanowaliśmy wycieczkę na Szczeliniec Wielki oraz Białe i Błędne Skały, zaś w niedzielę na pożegnanie z Sudetami krótki trekking w Górach Bardzkich. Jak to zwykle bywa życie (a raczej ograniczenia związane z czasem pracy naszego drivera) nieco zweryfikowało nasze plany...
Po raz pierwszy wyjazd na wycieczkę nastąpił w porze, gdy na ogół udajemy się na zasłużony spoczynek. Dokładnie o północy, z czwartku na piątek wyruszyliśmy na zachód, przemieszczając się szybko wspomnianą autostradą. Wraz z odległością od Tarnowa wyciszały się zwykłe rozmowy w busie i już na Śląsku, pomimo niezbyt wygodnej pozycji na sen, większość uczestników wycieczki oddała się w objęcia Morfeusza.
Nasz sen przerywany był jedynie nielicznymi postojami na stacjach benzynowych. Do Kudowej-Zdroju dotarliśmy bladym świtem, niwecząc nadzieje na spoczynek właścicielowi pensjonatu „Wrzos”, gdzie mieliśmy zabukowane noclegi. Jak się okazało, właściciel ów właśnie pożegnał jedną grupę, która skończyła całonocną zabawę. Na szczęście nie ambarasowaliśmy za bardzo jego uwagi i zostawiwszy tzw. bagaż większy w jadalni pensjonatu z powrotem zajęliśmy miejsca w busie. Tak jak zaznaczyłem, ograniczenia czasu pracy kierowcy wymusiły na nas modyfikację planów - zamiast Skalnego Miasta w Czechach zaczęliśmy naszą sudecką przygodę od Gór Stołowych.


17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe - (fot. Artur Marć)

A skoro Góry Stołowe to musi być oczywiście Szczeliniec Wielki, na który wyruszyliśmy z Karłowa trasą turystyczną wytyczoną dwa wieki temu przez Franciszka Pabela.
Po 665 kamiennych stopniach wspinaliśmy się coraz wyżej, ku wierzchołkowi słynącemu z pięknych widoków. Przedsmak tego co miało nas spotkać mieliśmy pod schroniskiem na Szczelińcu. Aura, zamiast wieszczonych przez pogodynki atrakcji w postaci deszczu, a nawet śniegu, okazała się całkiem znośna. I tak pod schroniskiem na Szczelińcu naszą pierwszą wyjazdową fotkę z „flażką” robiliśmy sobie z błękitem za plecami i nad nami. Stojąc na naturalnej platformie widokowej podziwialiśmy nieodległe Broumovske Steny w Czechach oraz całkiem bliską Pasterkę. Po krótkiej przerwie w Schronisku na Szczelińcu zagłębiliśmy się w fantastyczny labirynt skalny Szczelińca, niewątpliwie największą atrakcję Gór Stołowych. Wędrujemy trasą, której przebieg właściwie nie zmienił się od czasów najbardziej znanego sołtysa Karłowa - Franciszka Pabela. Kolejno podziwiamy skały z których Szczeliniec słynie: Fotel Pradziada, Wielbłąda i Małpoluda. Długimi Schodami schodzimy do Piekła. Spokojnie, szczelinieckie Piekło to tylko formacja skalna. Wbrew oczekiwaniom jest tu raczej chłodno, wręcz zimno. Zamiast zapachu siarki czuć rześkie powietrze. Korzystając z okoliczności obrzucamy się śnieżkami. To chyba ostatnia taka okazja w sezonie zimowym 2014/2015...
A skoro byliśmy w Piekle, to czas także na Niebo. Tu podoba się nam o wiele bardziej, ale to chyba nic dziwnego. Niebo to taras widokowy skąd podziwiamy piękną panoramę. Po uwiecznieniu jej na fotografii znów zagłębiamy się w skalny Labirynt.
Formacje skalne Szczelińca Wielkiego zachwycają. Nic dziwnego, że filmowcy wybrali je na plener zdjęciowy do ekranizacji „Opowieści z Narnii”. Zanim opuścimy grzbiet Szczelińca czekają jeszcze na nas chyba najbardziej znane tarasy widokowe w Sudetach. Przez chwilę podziwiamy tereny dla większości z nas nieznane.
Starymi Schodami zbiegamy do Karłowa. Pod sklepem uzupełniamy kalorie i kierujemy się szosą ku Fortowi Karola, a właściwie jego ruinom. Położony na wzgórzu strzegł niegdyś okolicy. Dziś zasługuje na odwiedzenie głównie z tego powodu, iż roztacza się z niego znakomity widok na Szczelińce: Wielki i Mały.


17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe - (fot. Artur Marć)

Nasza dalsze wędrówka to kolejne skały. Wkraczamy w las otaczający Białe Skały, wspaniałe ostańce skalne wypiętrzające się ponad drzewa. Znów w ruch idą aparaty fotograficzne. Ta część Gór Stołowych została spopularyzowana jeszcze przed wojną, gdy wspinacze dla lepszej orientacji nadali skałom „karciane”nazwy. Mamy zatem Asa Atu, Damę Pik, a nawet... Dupka Dzwończego. Doprawdy inwencja naszych poprzedników była niespotykana. Robimy swego rodzaju pętlę wokół Torfowiska Batorowskiego. Przechodzimy na jego południowe krańce. Tym razem zamiast przypominających wieże skał mamy Urwisko Batorowskie. Wędrówka jego krawędzią budzi w nas skojarzenia z wenezuelską Roraimą, oczywiście na nieco mniejszą skalę.
Pod naszymi nogami padają Kopa Śmierci i Narożnik. Na tym drugim szczycie przystajemy na chwilę w zadumie. To miejsce tragicznej śmierci dwójki studentów w 1997 r. Pomimo upływu lat sprawcy ich morderstwa wciąż nie zostali ujęci. Z Narożnika zbiegamy na Lisią Przełęcz i ruszamy dalej do skrzyżowania szlaków w pobliżu Fortu Karola. Tym razem jednak kierujemy się ku Błędnym Skałom. To kolejny w Górach Stołowych labirynt skalny. Znów czeka nas przeciskanie się przez szczeliny. Ale nikt nie narzeka. Na twarzach widać uśmiech. Piątek czasem bywa znośny...
Późnym popołudniem schodzimy do Kudowej-Zdroju. Szybko dokonujemy wieczornych ablucji i zasiadamy do obiadokolacji. Tradycyjna wieczorna posiada jest dziś krótsza niż zwykle, trzeba wszak odespać poprzednią noc spędzoną w busie.
A sobota wita nas zachmurzeniem. Z nieba spadają nawet płatki śniegu. To oczywiście nas nie zraża przed udaniem się na wycieczkę do Teplickiego Skalnego Miasta i Skał Adrszpaskich. Położone już w Czechach, tuż przy granicy stanowią niewątpliwie jedną z największych górskich atrakcji w kraju słynącym ze Szwejka i dobrego piwa. My zapoznanie z czeską częścią Gór Stołowych zaczynamy od miasta Teplice nad Metują. Po uiszczeniu opłaty za wstęp szutrową drogą zaczynamy podejście w kierunku wyłaniających się skał. Wkrótce skręcamy w prawo i zaczynamy podejście po metalowych schodkach na skałę stanowiącą dobry punkt widokowy. Na szczycie we znaki daje się zimny wiatr. No cóż, w końcu jest jeszcze kwiecień. Zbiegamy w dół po schodach i podążamy dalej w skalnym labiryncie. Mamy wrażenie deja vu. Teplickie Skalne Miasto przypomina bowiem wczoraj poznane Błędne Skały.


17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe - (fot. Artur Marć)

Tylko w zdecydowanie większej skali. Jak na jeden z najpopularniejszych regionów w Czechach turystów spotykamy póki co niewielu. Sprawnie zatem pokonujemy skalne szczeliny i wąskie przejścia. Raz po raz zadzieramy głowy i patrzymy do góry. Mamy także okazję wejść do jaskini.
Wczesnym popołudniem zaczynamy drugą część sobotniej przygody w czeskich skałach. Po przejściu Wilczego Wąwozu wkraczamy na teren Adrszpaskich Skał. Stanowią one drugą część rezerwatu znanego jako Skały Adrszpasko-Teplickie. Choć są mniejsze powierzchniowo od Teplickiego Skalnego Miasta, to jednak zdecydowanie górują nad nim popularnością. Ilość turystów na szlaku jest tego najlepszym potwierdzeniem. W pobliżu małego jeziorka twarz jednego z turystów z daleka wydaje się być znajoma. Nie do wiary, to nasz oddziałowy driver Pan Janusz postanowił sobie skrócić oczekiwanie na nas spacerem wśród skał. A te nieodmiennie zachwycają. Widzimy wśród nich Kochanków, Starościnę, Starostę i Ząb. Jest też Głowa Cukru. Tylko Copacabany brakuje. Raz po raz schodami wspinamy się do góry by z wysokości podziwiać niezwykłe formy stworzone przez naturę. Przy Skalnej Kapliczce odczytujemy z metalowych tabliczek nazwiska tych którzy w górach pozostali na zawsze...
Nasza wizyta w kraju słynącym z wybornego piwa nie mogłaby być kompletna bez zapoznania się z tym szlachetnym trunkiem. We wsi Adrszpach przed odjazdem potwierdzamy, że jest to sława zasłużona. Jeszcze tylko krótki postój w Nachodzie przy sklepie, w celu zakupu - nazwijmy to tak - płynnych suwenirów, i znów meldujemy się na polskiej ziemi.
W gościnnym pensjonacie Wrzos spędzamy drugą i niestety ostatnią noc pobytu w Kudowej-Zdroju. Przewrotna aura w niedzielny poranek oferuje nam błękitne, wręcz lazurowe niebo. Na ten dzień w planach mieliśmy zaplanowaną krótką wycieczkę w Górach Bardzkich. Nasz kierowca znów uświadomił nam jednak pewne ograniczenia związane z jego czasem pracy. Zatem opcja podwiezienia nas na szlak rano odpada. Sięgamy po mapy i analizujemy okoliczne szlaki. Decyzja zapada szybko. Idziemy przez Wzgórza Lewińskie z Kudowej-Zdroju do Dusznik-Zdroju. Spod pensjonatu Wrzos zielonym szlakiem kierujemy się do Jerzykowic Wielkich, potem zaś wkraczamy na czerwono znakowaną ścieżkę, która zaprowadzi nas do Dusznik. W grupie pieszej brakuje kilku uczestników wycieczki. Skalne stopnie Szczelińca i Skał Adrszpasko-Teplickich dały się niestety we znaki.


17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe - (fot. Artur Marć)

Ale ci, którzy zdecydowali się na wędrówkę nie żałują. Łagodnymi pagórkami kojarzącymi się raczej z Beskidem Niskim zmierzamy na wschód. Na wzniesieniach podziwiamy widoki - na południe dobrze widać Pogórze Orlickie i nieodlegle Czechy, zaś na północy dominują Wzgórza Darnkowskie. Ale ten szlak to nie tylko fantastyczne widoki. Wędrując przez Jerzykowice Wielkie i Dańczów napotykamy też na budynki i przydrożne krzyże będące pamiątką po niemieckiej ludności zamieszkującej niegdyś te ziemie. Na jednym z budynków dostrzegamy datę 1873. To rok założenia naszego Towarzystwa.
Podchodząc na Lewińską Przełęcz długo spoglądamy za siebie. Na horyzoncie pojawia się bowiem sudecka klasyka, czyli pasmo Karkonoszy. Pokryte jeszcze śniegiem góry prezentują się wspaniale. A przed nami kolejna przełęcz, czyli Przełęcz w Grodźcu i przyozdobiony wątpliwej urody przekaźnikiem masyw Grodczyna. To nasza dzisiejsza kulminacja. Nie imponuje może wysokością, liczy bowiem niewiele ponad 800 metrów, za to z jego południowo-wschodnich zboczy fantastycznie prezentuje się Batorowskie Urwisko w Górach Stołowych.
Na pożegnanie z Sudetami zostaje nam jeszcze... Homole. To nie pomyłka, nie jesteśmy w Pieninach. Taką samą nazwę nosi zamek, a raczej jego ruiny, położone na wzniesieniu nad Dusznikami. Wydzielona grupa bojowa wspina się pod ruiny. Reszta wycieczki rozsiada się na łące i wystawia twarze do słońca. Ech, chciało by się zostać tu dłużej. Niestety zbliża się to co nieuchronne, czas powrotu do codzienności.
Na stacji benzynowej w Dusznikach spotykamy się z tą częścią wycieczki, która nie zdecydowała się dziś na górską wędrówkę. Przejeżdżając przez Kłodzko podziwiamy jeszcze potężną twierdzę. Nasz pierwszy raz w Sudetach dobiegł końca. A my myślimy już o kolejnym wyjeździe w te piękne góry. Gdzie tym razem? Karkonosze, może Śnieżnik. Czas pokaże...

Artur Marć


17-19.04.2015 - Wycieczka w Góry Stołowe - (fot. Artur Marć)

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider