Zaczynamy GR, czyli Szczęśliwego Nowego... Szlaku

Nie ma chyba miłośnika górskich wędrówek u którego akronim GR nie wywoływałby szybszego bicia serca. Nawet ci horolezcy, dla których szczytem możliwości jest wejście na Marcinkę północną ścianą ( z bazą w ,,Zamkowej") w skrytości ducha marzą by kiedyś sprostać temu wyzwaniu. A wyzwanie to prawdziwe - kilkaset kilometrów szlaku, w tym wiele po bezdrożach, gdzie łatwiej spotkać dzikie zwierzęta niż przedstawicieli homo sapiens.

Oczywiście, także w tarnowskim Oddziale PTT słynącym z licznej populacji długodystansowców propozycja przejścia tegoż szlaku spotkała się z żywym odzewem. Dwa lata minęły od czasu gdy pierwszy raz ,,oddziałowo" zaczęliśmy przemierzać szlak długodystansowy z Tarnowa na Wielki Rogacz w Beskidzie Sądeckim. Projekt ten, pomyślany jako forma uczczenia obchodów 90 lecia naszego Oddziału okazał się przysłowiowym strzałem w ,,sedno tarczy" by odwołać się do cytatu z filmu ,,Rozmowy kontrolowane" . Po nas, z wyzwaniem tym  zmierzyli się piechurzy z Klubu Górskiego PTTK Kielce, a w tym roku niebieski szlak przemierzać będą nasze koleżanki i nasi koledzy z nowosądeckiego Oddziału PTT. Życzymy powodzenia!

 

 

Ale przecież nie mogliśmy spocząć na laurach po zameldowaniu się w grudniu 2014r. pod tabliczką z napisem Wielki Rogacz. I wtedy padło hasło przejścia GR.  Tylko jak to zrobić, wszak Grande Randonnee (czyli GR) jest raczej daleko od nas, na francuskiej Korsyce.  Nie mogliśmy się jednak tak łatwo poddać. Wszak i u nas, w Polsce, jest GR. Wystarczy spojrzeć na mapę Karpat, by dostrzec iż z Grybowa do Rzeszowa (czyli GR) prowadzi niebiesko znakowany szlak. I tak się składa, iż zaczyna się w Grybowie, mieście gdzie dwa lata temu w styczniu zainaugurowaliśmy obchody 90lecia naszego Oddziału. Ale to nie koniec analogii. Zarówno szlak Tarnów - Wielki Rogacz, jak i szlak Grybów - Rzeszów mają ten sam kolor, czyli niebieski. Albo raczej błękitny, gdyż patrząc w niebo o poranku 2 stycznia A.D. 2016 dostrzegało się tylko Le Grand Bleu, by odwołać się do kultowego filmu Luca Bessona. My oczywiście jesteśmy szczurami lądowymi i choć niejeden w styczniowy poranek tęsknił za klimatem śródziemnomorskim, spoglądając na termometr, to jednak potrafimy docenić uroki polskiej zimy.

Siarczysty mróz, który wystraszył niektórych chętnych chcących spalić poświąteczne kalorie, ma jedną podstawową zaletę. Dzięki niemu można przemierzać ,,kapuściane góry" takie jak Beskid Niski bez przyozdobienia butów i spodni błotem, aż po miejsce gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

Maszerując przez wyasfaltowane ścieżki grybowskiego Podchełmia możemy podziwiać stopniowo poszerzającą się panoramę Beskidu Niskiego i bliskich nam Pogórzy. Obok Pasma Rosochatki i Jodłowej widzimy też Postawne i Jaworze z wieżą widokową. Gdzieś w oddali w porannych mgłach chowa się Pasmo Jaworzyny Krynickiej, za którym są już tylko one... góry będące , dla wszystkich w naszym Oddziale absolutnym numerem jeden...

 

 podejście na niego od strony Podchełmia przyspiesza oddech

 

Wprawdzie Chełm trudno zaliczyć do gór o imponującej wysokości, to  podejście na niego od strony Podchełmia przyspiesza oddech. Naszą uwagę koncentrujemy jednak na bajkowej zimie w otaczającym nas lesie. Wprawdzie śniegu jest jak na lekarstwo, ale osadzająca się na gałęziach i liściach szadź rekompensuje brak białego puchu. Mamy zatem biel, błękit nieba, zieleń runa i przebijające się z góry promienie słońca. Czegóż zatem chcieć więcej?

Krótkie podejście i... szczytujemy. Dobrze znany nam wierzchołek Chełma wita nas krzyżem i tabliczką z nazwą góry. Nasz wzrok przyciągają cyfry na tabliczce wskazujące wysokość Chełmu. 777 m n.p.m., czyli aż trzy siódemki! Od zarania cywilizacji, od czasów malowideł w jaskini Lascaux, siódemka uznawana jest za cyfrę szczęśliwą. Dla nas oznacza to znakomite rozpoczęcie sezonu górskiego i Nowego Roku. A zatem... Szczęśliwego Nowego... Szlaku!

 

A szlak ów prowadzi nas dalej grzbietem Chełmu w stronę Wawrzki.

 

A szlak ów prowadzi nas dalej grzbietem Chełmu w stronę Wawrzki. Zejście do tej połemkowskiej wsi jest prawdziwym wyzwaniem. Ostro w dół i ślizgamy się po liściach. Czasem kończy się to przytuleniem do Matki-Ziemi, czasem zaś lądowaniem z klasycznym telemarkiem. Asfalt w Wawrzce witamy z ulgą. Zwłaszcza, że po raz kolejnym możemy nacieszyć oczy panoramami Beskidu i Pogórzy. Szkoda tylko, że podnoszące się z dolin mgły nieco ograniczają widoczność.

Kolejne kilometry szlaku zostają za nami. Oddalamy się od Chełmu, który od południa nie prezentuje się już tak efektownie jak od strony Grybowa. W lesie pomiędzy Wawrzką a Bunarami po raz kolejny błogosławimy dobrodziejstwa polskiej mroźnej zimy. I staramy nie wyobrażać sobie jak wyglądałby nasz marsz leśnym duktem w głębokich koleinach po zrywce drewna w dodatniej temperaturze powietrza.  Za Bunarami żegnamy się z asfaltem. Przed nami jeszcze dwa podejścia – na Flaszę i Suchą Homolę. 

Większość z nas na szlaku przez Homolę jest pierwszy raz. Żałujemy nieco braku widoków, zwłaszcza, że na zachód od nas rozciąga się malownicze Jezioro Klimkowskie oraz tzw. Pieniny Gorlickie. Daleko im wprawdzie do uroku ,,tych” Pienin, ale z całą pewnością są też warte poznania.

 

Na południowym wierzchołku Homoli spotykamy żółty szlak.

 

Na południowym wierzchołku Homoli spotykamy żółty szlak. Oczywiście nie zamierzamy zmienić koloru ścieżki. Zostaje nam jeszcze tylko zbiegnięcie do busa. Niezawodny Pan Andrzej podjeżdża dokładnie w momencie zakończenia przez nas marszu. Chronimy się przed wychłodzeniem we wnętrzu busa. A tam, by tradycji stało się zadość pojawia się szampan i znów życzymy sobie Szczęśliwego Nowego...

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider