Nigdy nie mów nigdy czyli krioterapia na Niemcowej.

Jak śpiewał nie jeden klasyk "Godzina 5 minut 30 kiedy”....dzwoni mój budzik. Czas wstawać i szykować się. Szykować się, ale właśnie na co?
Później okaże się, iż na najbardziej niesamowitą zimową wyprawę na słynną już Niemcową, gdzie słowo „nigdy” ma zupełnie inne znaczenie.

Miejsce naszej zbiórki to dworzec PKP w Tarnowie. Punktualnie o 6.42 zajmujemy miejsca w pociągu. Zmierzamy do Piwnicznej Zdrój, skąd wyruszymy żółtym szlakiem do naszego celu. Jesteśmy już prawie w komplecie, choć po drodze dosiadają się Szczepan w Tuchowie oraz Karol w Nowym Sączu. Gosia dotrze do nas samotnie w późniejszych godzinach.

Podziwiając najnowsze osiągnięcia i wyposażenie Polskich Kolei Państwowych, zwarci i gotowi, ruszamy spędzić niezwykłe chwile w zimowej scenerii w Chatce pod Niemcową. Tam łazienki pozostają w wiecznym remoncie, woda leje się pomału, prąd pozostaje nieodnaleziony niczym Święty Graal, ale co tam, nawet takie warunki nam nie straszne.
Przed godziną dziewiątą wysiadamy na stacji. Robimy pamiątkowe zdjęcia i ruszamy w drogę. 

Między domami wchodzimy na żółty szlak i rozpoczynamy naszą wędrówkę. Zima pod względem temperatury okazała się łagodna, nie było dużego mrozu. Natomiast pod względem śniegu jak najbardziej dopisała. Miałam to szczęście, że nie musiałam przecierać szlaku. Mimo to i tak idąc po śladach wpadałam po kolana w śnieg, a czasem i głębiej. 


Dochodzimy do miejsca Kamienny Groń, skąd odbijamy w prawo i odwiedzamy polanę Jackowa Pościel-Dolina Pamięci. Polana Jackowa jest miejscem upamiętniającym Jacka Durlaka przewodnika turystycznego z Piwnicznej, który zmarł na tejże polanie w 2004 roku.
Miejsce to stało się kolejnym symbolicznym cmentarzem, gdzie wspomina się ludzi, którzy zginęli
w górach. Robimy pamiątkowe zdjęcie i ruszamy dalej. 

Po niespełna trzech godzinach docieramy do Chatki
– miejsca naszego noclegu i bliskich spotkań ze śniegiem. Ponieważ na dzisiejszy dzień mieliśmy zaplanowane zdobycie jeszcze dwóch szczytów tj. Wielkiego Rogacza i Radziejowej, stąd też zostawiamy plecaki i po szybkim "drugim śniadaniu" ruszamy dalej. W Chatce zostają tylko Zdzisław i Wiktor, którzy postanowili zadbać o to żeby w naszej kameralnej sali zapanowała temperatura pokojowa, a miejscami wręcz saunowa. Po około godzinie docieramy na Wielki Rogacz. Robimy zdjęcie z flagą oddziałową i podejmujemy
decyzję, że schodzimy z powrotem. 


Około godziny 16.30 pojawia się nasza koleżanka Gosia. Jesteśmy już zatem w komplecie i część
wieczorną możemy rozpocząć na dobre. Na stole pojawiają się różne smakołyki: kiełbasa, sałatki,
koreczki, sery oraz różnego rodzaju ciastka, również te pieczone przez Gosię. Chyba wśród nas niespostrzeżenie pojawił się Karol Okrasa, ponieważ jest nawet żurek i bigos, który zostanie skonsumowany na śniadanie.
Wieczór jest uroczy, rozmowom i śmiechom nie ma końca. Nagle Snejk stwierdza, że o 18.30 idziemy się wszyscy kąpać. Byłam lekko zdziwiona, a może nawet bardzo. Przecież na Niemcowej nie ma bieżącej wody, a tym bardziej łazienki. Tu właśnie pojawia się ten najciekawszy wątek naszej zimowej
wyprawy. Otóż zaplanowana przez Snejka kąpiel, to kąpiel w śniegu. Pomyślałam, nie ma mowy, zresztą pewnie nie tylko ja.
Nigdy w życiu, przecież jest mróz. Pomysł jednak szybko znajduje zwolenników. Po chwili większość z nas, wliczając w to oczywiście mnie, wraz z wybiciem 18.30 zażywa śniegowej kąpieli.
Na tyle się to podoba, iż co po niektórzy z nas robią to kilkakrotnie, za każdym razem przynosząc ze sobą coraz więcej śniegu.
Po kąpieli wspólnie dochodzimy do wniosku, że tak jak „zimówka na Niemcowej” jest naszą oddziałową tradycją, tak kąpiel w śniegu również taką powinna się stać.
Witamy w PTT-owskim klubie morsów.
Zaraz po naszej swoistej krioterapii, odwiedzają nas studenci z AGHu, którzy nocują w chacie obok.
Podążając myślą za pewną reklamą "wiele można kupić kartą M….d, ale ich zdziwione spojrzenia, tasujące nasze stroje i kawałki wciąż topniejącego śniegu na włosach - są bezcenne. "

Późnym wieczorem postanawiamy złożyć rewizytę owym studentom, gdzie przy dźwiękach
dwóch gitar i bębenka biesiadujemy i śpiewamy do utraty tchu.
Po nocy spędzonej w gorącej atmosferze, o którą zadbał nasz chyba od tej pory oddziałowy palacz,
Wiktor - za co jesteśmy oczywiście dozgonnie wdzięczni - następuje piękny, niedzielny poranek. 


Po śniadaniu wyruszamy, na tym razem czerwonym szlakiem, w kierunku Wielkiego Rogacza i dalej na Obidzę. Słońce tego dnia towarzyszy nam przez cała drogę. Oczom ukazują się coraz to bardziej zapierające dech w piersiach widoki. Ośnieżone drzewa, połacie dziewiczego, nie naruszonego ludzką stopą, lśniącego w blasku słońca śniegu, w końcu przepiękny widok na szczyty Tatr. Nie było chyba w tym momencie wśród nas nikogo, kto by nie przystanął na moment i nie pomyślał, chwilo trwaj. 


Dochodzimy do Obidzy, gdzie zatrzymujemy się na uzupełnienie płynów w organizmie i zjedzenie wczesnego obiadu. Robimy zdjęcie przed bacówką i ruszamy do Kosarzysk. 7 Tam część ekipy postanawia pojechać busem do Nowego Sącza, skąd pociągiem wróci do Tarnowa, Druga "połowa" pieszo udaje się do Piwnicznej Zdrój, gdzie znowu następuje podział. Część idzie na drugi obiad, a pozostała grupa busem jedzie do Nowego Sącza i stamtąd tym samym pociągiem co pierwszy odłam wraca do Tarnowa. Tak kończy się ten niesamowity wyjazd. Dla jednych, w pamięci pozostaną "zimne" dla innych "gorące" wspomnienia. Jednakże u wszystkich, którzy byli w Chatce na Niemcowej, uśmiech i tak gości na ustach i w głowach, bo następna wyprawa już za rok :)

 

Iwona Leśniowska-Sułek

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 

Ultimate Facebook Like Box Slider