07.07.2012 - Magura Wątkowska w Beskidzie Niskim

Na Magurze Wątkowskiej czyli jak to z pstągami było…

Upalna, lipcowa sobota. Jeden z tych dni, w które człowiek poci się na samą myśl o wyjściu z chłodu mieszkania w rozgrzane jak martenowski piec powietrze. Mimo wszystko decydujemy się podjąć kolejne górskie wyzwanie. Aby jednak uniknąć udaru słonecznego obieramy jedyny słuszny w takiej sytuacji kierunek - Beskid Niski. Liczymy, że gęsty bukowy las skutecznie ochroni nas przed afrykańskim skwarem.
Nasz "oddziałowy" bus (za kierownicą którego siedzi jak zwykle pan Janusz) mknie jak to bywa w naszych wyjazdach ze wschodu na zachód miasta i pęcznieje z każdą chwilą (w zasadzie z każdym przystankiem). Tuż przed ósmą osiągamy "zachodnie tarnowskie apogeum", wykonujemy zwrot i obieramy właściwy kierunek. Gorącą atmosferę chłodzą nieco otwarte dachowe wywietrzniki. Mijamy Tuchów z wielką ilością odpustowych pielgrzymów wokół klasztornego wzgórza, a chwilę potem na drodze spotykamy grupę pieszych pątników prowadzonych przez zaprzyjaźnionego z nami księdza Marka (Droga Krzyżowa na Mogielicę i nie tylko). W Gromniku wsiada Halinka z Bogusiem i jesteśmy już w komplecie. Po chwili machamy ciężkowickiej Czarownicy i kierujemy się w stronę Gorlic. Tradycyjnie, po godzinie podróży pojawiają się u niektórych kłopoty związane z nadmiarem emocji. Czas więc na krótką przerwę na stacji benzynowej. A potem już bez zatrzymywania dojeżdżamy do Folusza.
Mijamy ośrodek wczasowy, dom pomocy społecznej (tutaj w 1968 roku zmarł Nikifor), smażalnię pstrągów i stawy rybne (założone jeszcze w okresie międzywojennym). Wreszcie drogę przegradza nam szlaban. Dalej już się nie da.


07.07.2012 - Wycieczka na Magurę Wątkowską - (fot. Artur Marć)

Czas więc zmierzyć się z zaplanowana trasą. Leniwie ruszamy drogą w górę potoku Kłopotnica. Przechodzimy obok potężnych ruin jazu i dochodzimy do rozstaju szlaków. Wybieramy czarny, wiodący w stronę Barwinoka i Ferdla. W ciągu godziny doprowadzi on nas do głównego grzbietu Magury Wątkowskiej. Łagodne podejście pozwala na "bezbolesne" zdobywanie wysokości. Starodrzew buczyny karpackiej doskonale chroni nas przed palącym słońcem. Krótka przerwa wypada nam już na grzbiecie, przy połączeniu ze szlakiem zielonym. Leśną ścieżką stopniowo podchodzimy pod górę. Naszym kolejnym celem jest rezerwat krajobrazowy "Kornuty".
Kilkadziesiąt minut później stoimy przed stosowną tablicą informacyjną. Skręcamy w prawo w wąską ścieżkę i za dwie minuty urządzamy sobie przerwę śniadaniową we wspaniałym otoczeniu dużych wychodni skalnych z piaskowca magurskiego. Nad głowami zieleń bukowych liści i gdzieniegdzie prześwitujące błękitne niebo. Jest ciepło, ale nie gorąco. Wybór trasy był przysłowiowym "strzałem w dziesiątkę". Pora ruszać dalej. Wracamy na grzbiet i za chwilę przecinamy żółty szlak sprowadzający z jednej strony do Bartnego, z drugiej zaś do Folusza. Nie czas jednak na schodzenie. Kolejne podejście wyprowadza nas na szczyt Wątkowej - kulminację pasma. Jest na tyle niepozorny, że traktujemy go z "marszu". Kilka minut później zatrzymujemy się jednak przy kolejnym skrzyżowaniu szlaków, w miejscu słynącym z ograniczonej (ale jednak) panoramy. Jest tutaj też mały pomnik upamiętniający mszę świętą odprawioną w tym miejscu w sierpniu 1953 roku przez ks. Karola Wojtyłę. Obok pomnika drewniany ołtarz polowy i kilka ławek umożliwiających statyczny odpoczynek. Trochę poniżej znajduje się też zadaszona wiata. W metalowej skrzynce umieszczono zeszyt do pamiątkowych wpisów oraz pieczątkę wraz z poduszką z tuszem. W drugim metalowym, walcowatym pojemniku znajduje się termometr. Wskazuje 28 stopni Celsjusza...


07.07.2012 - Wycieczka na Magurę Wątkowską - (fot. Artur Marć)

Zostawiamy ślad swojego pobytu w zeszycie, a następnie przystępujemy do obrzędu powiększenia Oddziału o nowych entuzjastów wspólnego wędrowania. Na Magurze Wątkowskiej ten zaszczyt spotyka: Halinkę, Sylwię, Jarka i Andrzeja.
Nadchodzi czas na zejście. Szlakiem zielonym przemieszczamy się w stronę Folusza. W międzyczasie nawiązujemy telefoniczny kontakt z Panem Januszem. Nasz driver ma do wykonania bardzo ważne zadanie czyli "misję obiadową". Musi zaanonsować obsłudze smażalni nasze przybycie i chęć konsumpcji sporej ilości pstrągów. A my szybko wytracamy wysokość. I znów stajemy na rozstaju szlaków. Skoro rozpoczęliśmy wędrówkę czarnym to i nim zakończymy. Tym bardziej, że prowadzi on do Diablego Kamienia - największej wychodni w Beskidzie Niskim, która jest również naszym celem. Kilku śmiałków z powodzeniem atakuje skałę, reszta odpoczywa w cieniu. Przed nami już ostatni króciutki odcinek. Tuż przed zejściem do asfaltowej drogi przekraczamy w bród Kłopotnicę. Chłodna woda zmywa sól z naszych twarzy i działa wybitnie orzeźwiająco. Pobudza apetyt. Zgodnie z "rozkładem" docieramy do baru-smażalni "Fish Pik". Tutaj czeka już pan Janusz, smażone pstrągi i zimne piwo. Czyż to nie wspaniałe zakończenie pewnej upalnej, lipcowej soboty…

Janusz Foszcz


07.07.2012 - Wycieczka na Magurę Wątkowską - (fot. Artur Marć)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama