21.07.2013 Liwocz rowerem

21.07.2013 „Jadę na rowerze” czyli wycieczka na Liwocz

Stało się… . Niedzielny piękny poranek. Kilkanaście minut po siódmej wyprowadzam z garażu swojego dwukołowego druha. Za moment zjawiam się pod tarnowskim dworcem PKP. Kilkunastu rowerzystów w pełnym „bojowym” rynsztunku, i … ani jednej znajomej twarzy. Czyżby inauguracyjny wyjazd sekcji rowerowej tarnowskiego PTT przyciągnął aż tak wielu miłośników bicykli? Rowerowa „zakładówka”? Wejście do hallu rozwiewa wątpliwości. Wśród tarnowian nie brakuje zapalonych cyklistów. W podobny (do naszego) sposób chcą spędzić niedzielę. A rowerowa rodzinka spod znaku tatrzańskiej kozicy skupiła się przy kasowym okienku. Szybko zakupujemy bilety i przemieszczamy na peron. Tutaj czeka już dębicki duet czyli Artur i Zdzichu.  W sumie moglibyśmy stworzyć pełną drużynę piłki nożnej. Jedenastka ubrana w obcisłe (bo to warto mieć styl), na głowach kaski i przeciwsłoneczne okulary. Wreszcie pojawia się pociąg. My zamierzamy zająć ostatni wagon, gdyż jest on zwykle przeznaczony do przewozu rowerów. Pozostali tarnowscy rowerzyści chcą wykorzystać podobny przedział z przodu pociągu. Sprawnie pakujemy swoje pojazdy. Chwilkę później do naszego wagonu trafiają pozostali cykliści. PKP dba zapewne w ten sposób o integrację rowerowej braci. W mgnieniu oka w przedziale robią się małe …Chiny. Wszędzie rowery. Brakuje tylko skośnych oczu i żółtych twarzy. Będzie niezły ubaw przy wysiadaniu, tym bardziej, że my zrobimy to wcześniej. A nasze rowery znajdują się na samym końcu. Póki co ruszamy. Na stacji w Łowczówku niespodziewanie (no może nie do końca) dosiada się Przemek. Z wiadomego powodu podróżuje w następnym wagonie. W Lubaszowej desantujemy się na peron. Cała operacja przebiega bez zakłóceń chociaż zajmuje parę chwil. Na pewno więcej niż planowe 30 sekund. Mamy nadzieję, że pociąg zdoła nadrobić opóźnienie do stacji końcowej w Krynicy.


21.07.2013 - PTT Tarnów - Czermna (fot. Asia Bajorek)

Rozpoczynamy historyczną wycieczkę. Pedałujemy „ode wsi dode wsi”. Jodłówka Tuchowska, Olszyny, Ołpiny, Szerzyny. Błękitne niebo, pełne słońce, leciutki boczny wiatr. Warunki idealne. W Święcajnach odbijamy w stronę Czermnej. Tutaj pierwszy postój na podładowanie akumulatorów przed czekającą nas wspinaczką. Nie jest to oczywiście Mont Ventoux ale przecież te kilkaset metrów przewyższenia też potrafi dać dobrze w kość. Wspólna fotografia i zaczynamy podjazd. Pierwsza część jeszcze po asfalcie. Po kilku kilometrach zjeżdżamy na żółty szlak turystyczny.  Kolarstwo szosowe zmienia się w przełajowe. Trochę jedziemy, trochę prowadzimy. Mijamy Mały Liwocz i Kamińską. Peleton rozciągnięty tak, jak przystało na etap górski. Każdy zna swoje możliwości. Czas nie jest najważniejszy. Liczy się udział i realizacja zadania. Wszyscy uczestnicy (w dobrej formie, chociaż nieco spoceni) docierają do premii górskiej na szczycie. Flażka (oddziałowa) na maszt, Liwocz jest nas. 
A rower jest wielce OK
. Jest radość, czas na chwilę odpoczynku i wizytę na tarasie widokowym. Wspólne zdjęcie i wybór trasy powrotnej. Asia z Pawłem chcą pozostać przy jeździe terenowej i wybierają jazdę na Brzankę i dalej. Wracają więc po założonym śladzie. Reszta ekipy postanawia pojechać w stronę Doliny Wisłoki. Najpierw krótki zjazd szutrową drogą a potem już asfaltem do Brzyskiej. W Błażkowej żegnamy Artura i Zdzicha. Oni obierają teraz kurs na Brzostek i Pilzno. Pozostała ósemka kręci  ostro do Dębowej. Południowe słońce pali mocno i wysysa siły. Sklep w Dębowej przeżywa małe oblężenie. Banany, pomidory, batony i soki. Posileni rozpoczynamy podjazd w stronę Jodłowej. Kolejne kilometry i kolejne miejscowości. Gilowa, Kowalowa, Joniny. Wiatr wieje teraz w twarz. Po trzynastej docieramy na rynek w Ryglicach. Ostatnia przerwa na uzupełnienie kalorii i żegnamy Kasię z Przemkiem. Ten duecik udaje się do Pleśnej przez Tuchów. Sześcioosobowy peleton wspina się do Zalasowej. Ostatnia hopka za nami. Do Tarnowa coraz bliżej. Jeszcze tylko Szynwałd i Skrzyszów. Nogi zaczynają odczuwać trudy wycieczki. Mimo wszystko trzymamy fason. Nie może być inaczej wszak jedziemy już ulicami Tarnowa. Po drodze rozstajemy się z Andrzejem. Pod kościołem misjonarzy żegnamy Darka z Michałem. Wraz z Basią i Wisiorem postanawiamy zakończyć wycieczkę w „Braterskiej”. Mimo, że słynie ona z domowego rosołu, my wybieramy coś innego. Coś co świetnie uzupełni utracone kalorie po prawie stukilometrowej trasie…


21.07.2013 - PTT Tarnów - Liwocz - (fot. Artur Marć)

Dwukołowy druh wędruje z powrotem do garażu. Ja na lekko „nie swoich” nogach wspinam się do mieszkania. Kąpiel, spaghetti i poczucie właściwie spędzonej niedzieli. Wieczorem w Paryżu kończy się setna edycja Tour de France. Nasza oddziałowa przygoda z rowerami dopiero się rozpoczyna. Rower to jest świat!!! Panie Lechu ma Pan rację!

Janusz Foszcz


21.07.2013 - Liwocz (fot. Przemek Klesiewicz)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama