01.02.2014 Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę

Z Ptaszkowej do Nowego Sącza czyli... zwarcie na oporach.

Sobotni poranek. W hallu tarnowskiego dworca kolejowego zebrało się kilkanaście osób. Większość z plecakami i w turystycznym rynsztunku. Za kilka minut nadjedzie bowiem z Krakowa pociąg, zmierzający następnie w kierunku Krynicy. Okazuje się, że mimo mocno zachmurzonego nieba, wśród tarnowian nie brakuje chętnych do aktywnego spędzenia dnia wolnego od pracy. Nasza sześcioosobowa (tym razem całkowicie męska) grupa kupuje bilety do Ptaszkowej i kieruje się na peron. Pociąg wjeżdża zgodnie z rozkładem. Jest prawie pusty więc bez problemów zajmujemy miejsca i rozsiadamy się wygodnie w nagrzanym niczym sauna wagonie. Punktualnie o 7:40 elektryczny zestaw trakcyjny (EN57) rusza. Właściwie to usiłuje ruszyć. Próbie towarzyszy szarpnięcie, trzask i błysk. To koniec - wyrokuje Adam. Dalej nie pojedziemy, jest "zwarcie na oporach" - rozszerza swoją diagnozę nasz kolega, będący największym oddziałowym ekspertem ds. kolejnictwa. Więcej tłumaczyć nie musi. Co trzeci uczestnik dzisiejszego wyjazdu jest przecież dyplomowanym technikiem elektrykiem. "Das Zug ist kaputt" powiedzieliby nasi zachodni sąsiedzi. Mimo to maszynista liczy chyba na cud. Niestety kolejne próby kończą się w podobny sposób jak pierwsza. Po chwili przechodzący korytarzem doświadczony (wracający do domu z nocnej zmiany) maszynista, noszący uroczą ksywkę "Dziadek" potwierdza słowa Adama.


01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

Kilka minut później kierownik pociągu zaprasza nas na… peron. Niezawodne PKP podstawią pasażerom nowy skład. Mamy nadzieję, że nastąpi to w miarę szybko. Logistyka wyjazdu jest bowiem dość „napięta” i zbyt duże opóźnienie startu pociągnie za sobą nieodwracalne konsekwencje w postaci kłopotów z powrotem.
Dzięki nieoczekiwanej przerwie w podróży, na peronie spotykamy turystycznie uzbrojoną ekipę "Mecenasa", planującą przejście z Ciężkowic do Tuchowa. Skoro jest Mecenas, rozglądamy się za Galonem. Nie ma go z nami, to z pewnością wybiera się gdzieś z nimi. Niestety, nikt nie wie co stało się z naszym druhem. Od czego są jednak telefony. Szybko ustalamy, że tę sobotę Galon przeznaczył na regenerację sił po piątkowym… koncercie. W międzyczasie pojawia się sprawny skład. Z niespełna półgodzinnym opóźnieniem opuszczamy Tarnów. Po drodze widzimy, że zima która "niespodziewanie" zaatakowała tydzień temu szybko ustąpiła miejsca przedwiośniu. Śnieg ledwo przykrywa łąki i pola. W niektórych miejscach nie ma go już wcale. A przecież właśnie rozpoczyna się luty. Pociąg jedzie już bez przeszkód i nie powiększa opóźnienia. Co prawda zatrzymuje się jeszcze na podjeździe pod Ptaszkową, ale tylko po to, by wysadzić "Dziadka" pod jego domem. Zasłużeni pracownicy kolei mogą liczyć na specjalne przywileje i szczerze mówiąc jakoś nas to szczególnie nie dziwi. Czujemy nawet jakąś dziwną więź z "Dziadkiem".
W Ptaszkowej opuszczamy pociąg i schodzimy do drogi biegnącej przez tą miejscowość. Pod koniec grudnia kierowaliśmy stąd swoje kroki ku masywowi Postawnego i Jaworza, dziś pójdziemy w przeciwną stronę. Kierunkowskaz informuje, że od Nowego Sącza dzieli nas 7-7,5 godziny marszu. Jesteśmy jednak przekonani, że ten odcinek uda nam się przejść szybciej.


01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

Do odjazdu pociągu z Sącza pozostało nam bowiem niespełna pięć godzin. Trasa ma około 21 kilometrów długości więc ruszamy niezwłocznie. W kilka minut docieramy do zabytkowego, drewnianego, pochodzącego z XVI wieku kościółka. Na skrzyżowaniu dróg obok kościoła stoi cywilny samochód policyjny. Funkcjonariusze zatrzymują kolejne samochody, sprawdzając trzeźwość kierowców. Nas jednak ignorują, więc mimo chęci póki co nie będziemy dmuchać. Całą energię możemy przeznaczyć na marsz. Kierujemy się lekko w górę w stronę drogi krajowej nr 28. Przechodzimy pod wiaduktem kolejowym i naszym oczom ukazuje się Rosochatka (753 m n.p.m.) - najwyższe wzniesienie Pogórza Rożnowskiego będące jednocześnie najwyższym punktem wycieczki. Szlak prowadzi teraz wzdłuż ruchliwej drogi. Na szczęście równolegle do niej poprowadzono chodnik. Za plecami mamy Pasmo Postawnego i Jaworza, a po lewej stronie widać doskonale Pasmo Radziejowej oraz gorczański Lubań. Dochodzimy do miejscowości Cieniawa. Wkrótce szlak skręca w prawo i rozpoczyna się podejście pod Rosochatkę. Zanim wejdziemy do lasu możemy jeszcze pomachać Tatrom, wyłaniającym się gdzieś zza Przehyby. Po godzinie od opuszczenia pociągu stajemy na szczycie Rosochatki. Znajduje się na nim drewniany zadaszony podest pełniący funkcję polowego ołtarza, a także wysoki metalowy krzyż postawiony w 1982 roku. Szczyt jest całkowicie zalesiony, więc po zrobieniu pamiątkowych fotografii szybko zbiegamy w dół. Ścieżkę co chwila przegradzają powalone przez ostatnie wichury świerki. Meandrujemy więc między wiatrołomami niczym rzeka w środkowym lub dolnym biegu.


01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Adam Tucki)

Po kilku minutach osiągamy przełęcz między Rosochatką, a Jodłową Górą (715 m n.p.m.). Przebiega przez nią leśna droga łącząca Krużlową z Cieniawą.
Znowu czeka nas podejście. Sił jednak mamy sporo, wszak za nami niewiele ponad pięć kilometrów marszu. Bez kłopotów osiągamy wierzchołek, który podobnie jak Rosochatka jest całkowicie zalesiony. Nie zatrzymujemy się więc wcale, wiedząc, że za kilkaset metrów wyjdziemy na podszczytową widokową polanę. Przy niej nowa, wykonana przez Lasy Państwowe drewniana wiata informująca turystów, że dotarli właśnie w rejon rezerwatu przyrody "Cisy w Mogilnie". Widok z polany naprawdę imponujący. Pasmo Radziejowej, Tatry, Gorce i Beskid Wyspowy. Mimo, iż dość mocno wieje, robimy sobie tutaj krótką przerwę. Kanapki, banany, gorąca herbata, nalewka z pigwy oraz gorzka czekolada stanowią plenerowe menu. Zza chmur wychodzi słońce, ale podmuchy wiatru skutecznie osłabiają jego działanie. Aby zbytnio się nie wychłodzić ruszamy dalej. Mijamy pomnik poświęcony Partyzantom Ziemi Sądeckiej i podążamy w stronę Paszyna. Na grzbiecie pojawiają się pierwsze domy. W związku z tym wkraczamy też na asfalt. Wytracamy wysokość schodząc do doliny Łubinki. I znowu niebieskie znaki prowadzą nas w górę. Robi się coraz cieplej. Śniegu też coraz mniej. Na grzbiecie nad Koniuszową okazuje się, że szlak, którym od kilku godzin wędrujemy, nosi (od września 2012 r.) imię generała Franciszka Gągora - szefa Sztabu Generalnego WP. Generał, będący jedną z ofiar katastrofy smoleńskiej urodził się właśnie w Koniuszowej. Asfaltowy odcinek szlaku kończy się (na chwilę) za Boguszową, w dolinie potoku Lubinka.


01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

Leśna i bardzo błotnista (jak na luty przystało) ścieżka prowadzi stromo w stronę Mużenia (450 m n.p.m.) - ostatniego wzniesienia na naszej trasie. Na jego wierzchołku stoi maszt telewizyjny. Rozlega się stąd ładny widok. Przede wszystkim na Nowy Sącz.
Przy murowanej kapliczce szlak niebieski krzyżuje się ze szlakiem zielonym. Ten ostatni (prowadzący z Kamionki Wielkiej na Dąbrowską Górę) został wyznakowany przez sądecki oddział PTT. Dzięki resztkom śniegu na pobliskiej polance doprowadzamy nasze obuwie do "zimowego" wyglądu. Trudno bowiem pokazać się w zabłoconych kamaszach w zaprzyjaźnionym mieście. A okazji do pobrudzenia już nie będzie, bowiem dróżka zrobiła się znowu asfaltowa.
Do odjazdu pociągu pozostała jeszcze godzina i dwadzieścia minut. Jesteśmy pewni, że w tym czasie spokojnie dotrzemy do dworca kolejowego w Nowym Sączu. Do przejścia mamy nieco ponad cztery kilometry. Niebo stało się zupełnie bezchmurne. W wiosennej atmosferze wędrujemy przez sądeckie ulice. Rzadko mamy okazję to czynić. Zwykle przemieszczamy się tutaj samochodami lub busem, w drodze w nieco wyższe góry. Od czasu do czasu taki spacer może być jednak przyjemnością. Kiedy kilka minut po drugiej docieramy do dworca, pociąg już stoi na peronie. To taka niespodzianka od PKP bowiem planowy odjazd przewidziany jest za dwadzieścia pięć minut. Zanim wyruszymy w podróż, zdążymy jeszcze w ciepłym wagonie uzupełnić brakujące kalorie. Tym razem wszystko poszło gładko i "zwarcia na oporach" nie było. Była za to satysfakcja z dobrze wykonanej kolejnej górskiej roboty.

Janusz Foszcz


01.02.2014 - Wycieczka na Rosochatkę i Jodłową Górę - (fot. Janusz Foszcz)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama