07.02.2015 "Luty na Wyspach" - Ogorzała i Jasień

Luty na Wyspach czyli wiatrołomy i widoki...

Beskid Wyspowy to góry niedoceniane. Po raz kolejny mogliśmy się o tym przekonać na naszej pierwszej lutowej jednodniówce. Góry te są położone nieco na uboczu głównych szlaków komunikacyjnych, brak też na ich terenie znanych uzdrowisk, kurortów i stacji narciarskich. Krótko mówiąc (a raczej pisząc) - góry dla koneserów. I niech nikogo nie zwiodą umiarkowane wysokości szczytów. Słynący z dużych przewyższeń Beskid już niejednego śmiałka nauczył pokory.
Z powyższych powodów wycieczek w Beskid Wyspowy nie może zabraknąć w naszych dorocznych planach wyjazdowych. Oprócz regularnie odwiedzanej w Wielki Piątek Mogielicy poznajemy także te rejony, gdzie dociera już naprawdę niewielu. Gdyby zapytać doświadczonych nawet górołazów o Ogorzałą i Kutrzycę to myślę, że mielibyśmy problem z uzyskaniem satysfakcjonującej odpowiedzi. A dwie te wspomniane góry położone są całkiem blisko największych atrakcji Wyspowego - wspomnianej Mogielicy, Ćwilina, czy Śnieżnicy. Zatem nasz wybór padł właśnie na nie.
Początek sobotniej wędrówki wyznaczony został w miejscowości Łostówka, małej wsi przycupniętej w cieniu Ćwilina. Wszelkie pogodowe znaki na niebie i na ziemi wskazywały, że to będzie udana sobota.


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Artur Marć)

I jak się miało później okazać nie zawiedliśmy się. Maszerując przez Niedośpiały, przysiółek Łostówki, w stronę wierzchołka Ogorzałej rozgrzewaliśmy mięśnie obserwując powoli poszerzającą się panoramę. Spore jeszcze zachmurzenie nie zapowiadało „widokowej uczty”. Niewątpliwym minusem tego wyjazdu było oznakowanie szlaków. Na podejściu z Łostówki na Ogorzałą można je określić na zanikające, a jeszcze dalej jako zanikające zupełnie. Ale przecież minusy nie mogły nam przesłonić plusów. A największym plusem tego wyjazdu, jak zresztą wszystkich innych, jest możność spędzenia soboty w górach w dobrym tzn. PTT-owskim towarzystwie.
Wprawdzie wierzchołek Ogorzałej jest w całości zalesiony, ale jednak na niewielkich polankach tuż przed Ostrą zaczęliśmy dostrzegać charakterystyczną łysinę Polany Michurowej pod szczytem Ćwilina. Zimowy las oszałamiał nas pięknymi kolorami, ale pozostawał lekki niedosyt. Jednak po minięciu Ostrej nawet najwięksi malkontenci mogli docenić uroki Beskidu Wyspowego, który swoich miłośników nagrodził fantastycznymi widokami i pogodą, którą trudno określić inaczej niż rewelacyjną.
Po naszej lewej towarzyszył nam wspomniany masyw Ćwilina, zaś przed nami na horyzoncie zaczęła dominować królowa Beskidu Wyspowego, czyli Mogielica zwieńczona wieżą widokową.


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Artur Marć)

W tej beczce miodu pojawiła się też łyżka dziegciu w postaci wiatrołomów tarasujących zejście z Ostrej do wsi Łętowe. Powiedzieć, że wiatrołomy przeszkadzały przy zejściu to powiedzieć mało. Miejscami szlak był przez nie całkowicie zatarasowany. Zmaganie się z powalonymi drzewami stanowi duże wyzwanie latem, a zimą to już prawdziwy wyczyn. Decyzja zapada szybko - idziemy na lewiznę. I to dosłownie, bo szlak musimy obejść z lewej strony. Na szczęście zatarasowany odcinek szlaku nie jest długi. Po kilkuset metrach na drzewie ponad Łętowym dostrzegamy charakterystyczny biało-zielono-biały znak. Jesteśmy znów na właściwej, choć schowanej pod grubą warstwą śniegu ścieżce.
Przeprawa przez wiatrołomy kosztowała nas nieco wysiłku, zatem z Ostrą za plecami i Mogielicą przed oczami uzupełniamy kalorie. Marcin ma też coś na trawienie. W tych cudnych okolicznościach przyrody nie może zabraknąć tradycyjnej „fotki z flażką”. Do zdjęcia z nami ustawia się nasz nowy kolega Ryszard, znawca Sudetów. Nie zapominamy oczywiście o tych co na dole... W wirtualną przestrzeń mkną MMS-y z Wysp. Oczywiście nie chodzi o kraj będący popularnym celem emigracji zarobkowej, tylko o popularną nazwę pasma górskiego w którym się znajdujemy.
Popas powyżej Łętowego jest krótki. Na niebie dominuje już złota tarcza słońca, ale ujemna temperatura nie pozwala zapomnieć, że „jak jest zima to musi być zimno”.


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Adam Tucki)

Niewielka wieś Łętowe jest najniższym punktem na zielono znakowanej ścieżce. I właśnie z tym oznakowaniem powyżej Łętowego było nie najlepiej. Najwyraźniej konserwatorzy szlaku nie przyłożyli się i miejscami szlak był zupełnie niewidoczny. Skutkiem tego zamiast wyjść polanami na niewielką bezimienną przełączkę, zdobywamy ją maszerując po asfalcie. Na szczęście Opatrzność postanowiła wynagrodzić nam te niedogodności. Powyżej Łętowego, już na stokach Kiczory las przetkany jest polanami. Powiedzieć, że tego dnia widoki z nich były piękne to nic nie powiedzieć. Każda z kilku coraz wyżej położonych polan oferowała cudne panoramy z niezmiennym „zestawem górskim”, który jednak nie chciał się znudzić. A ten „górski zestaw” to Królowa, czyli Babia Góra, Polica, Luboń Wielki i Szczebel. A oprócz nich jeszcze Adamczykowa z Potaczkową i wyłaniająca się znad Glisnego Zębolowa. Górskie szczyty i przełęcze w zimowym anturażu.
Ale Królowa może być tylko jedna... Zaś niewątpliwą Królową panoramy była Babia Góra. Otoczona u podstawy obłokiem chmur wznosiła się ku nieboskłonom białym stożkiem, przywodząc na myśl nieomal wulkan Fudżi. Ech, szukają ludzie szczęścia na Czarnym Lądzie, gdy tu pod bokiem można spotkać widoki obok których trudno przejść obojętnie...


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Sylwia Szafarz-Zakrzewska)

Ale iść dalej niestety trzeba. Część wycieczki ma bowiem w planach wieczorne atrakcje innego rodzaju. Strażników tzw. moralności publicznej muszę uspokoić, te atrakcje związane są z poznawaniem innych kultur i narodów. Po utrwaleniu panoram na kartach pamięci naszych aparatów i smartfonów ruszamy przez Polanę Folwarczną w kierunku zalesionego wierzchołka Kutrzycy. Ale Beskid Wyspowy pokazuje, że nazwa „kapuściane góry” do niego nie pasuje. Szlak wiodący dotąd przetartym w śniegu śladem wchodzi w głęboki parów. Przedzieranie się między gęsto zarastającymi szlak drzewami i krzewami jest wyzwaniem większym niż zmagania z wiatrołomami. Miejscami dosłownie nurkujemy między gałęziami. Brodzimy w śniegu po pas. To oczywiście odbija się na naszym wyglądzie. Pokryci grubą warstwą śniegu wychodzimy po chwili na ścieżce przetartej przez skuter śnieżny. Chyba pierwszy raz w górach byłem zadowolony słysząc warkot motoru.
I to już by było na tyle... Na szczęście mam na myśli „tyle” niedogodności, bowiem po kilkunastu minutach schodząc z zalesionych zboczy na Polanę Skalne po raz kolejny otwieramy szeroko usta w zachwycie.


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Artur Marć)

Wprawdzie Babia Góra została za drzewami, ale za to przed nami widać znajomą Mogielicę i oczywiście te góry, które zawsze wywołują przyspieszone bicie serca. Na południu wspaniale prezentują się Tatry. Nagle przestajemy odczuwać zmęczenie. Jeszcze kilka minut temu nie mogliśmy się doczekać odpoczynku, a teraz nogi same nas niosą. W krajobrazie dominują dwa kolory - biel i błękit. Głośno dajemy wyraz swojemu zachwytowi. Na szczęście oprócz nas na polanie są tylko dwaj skiturowcy, więc nie spotykamy się z karcącymi uwagami.
Patrząc na te niezwykłe krajobrazy nawet zwykła kanapka smakuje inaczej. Po raz niewiadomo który uruchamiamy aparaty, ale nawet najbardziej wyrafinowana technika nie odda wrażeń będących naszym udziałem, zwłaszcza że mamy świadomość, iż to już koniec naszej wędrówki.
Jeszcze tylko tradycyjna fotka, telefon do niezawodnego kierowcy Pana Andrzeja i pora ruszać do Półrzeczek. Między drzewami zamajaczył Ćwilin, a my zbiegając odliczamy dni do następnego wyjazdu w Beskid Wyspowy. Może to będzie wielkopiątkowa Via Dolorosa na Mogielicę, a może nieco wcześniej. Intuicja podpowiada mi, że chyba wcześniej...

Artur Marć


07.02.2015 - "Luty na Wyspach" - (fot. Artur Marć)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama