24.07.2010 "Wschód Słońca" na Wysokim Wierchu

Tradycyjnie w czerwcu mieliśmy obserwować w górach wschód słońca. Wybraliśmy do tego celu Wysoki Wierch - szczyt słynący ze wspaniałej panoramy i leżący w Małych Pieninach. Niestety czerwcowy wyjazd skutecznie storpedowała pogoda. Postanowiliśmy zatem zrealizować go w lipcu. I w ten sposób (mimo nie do końca sprzyjających prognoz) zgromadziliśmy się pod gwiaździstym tarnowskim niebem, w sobotnią noc kilkanaście minut po północy. Podróż busem mijała szybko, ale już gdzieś w okolicach Łososiny Dolnej trafiliśmy na pierwszą burzę. Potem napotykaliśmy kolejne. Ta część prognozy, mówiąca o gwałtownych, nocnych burzach sprawdziła się doskonale. Przed trzecią dotarliśmy do Jaworek. Towarzyszył nam delikatny deszczyk. Ale kiedy wysiedliśmy na parkingu w Homolach przestało padać, a w kilku miejscach na nieboskłonie pojawiły się nawet gwiazdy. Niestety "łysy" nie mógł się przebić przez chmury. Oświetlając sobie drogę czołówkami dotarliśmy do Schroniska pod Durbaszką. Ponieważ do wschodu dzieliła nas jeszcze godzinka z okładem postanowiliśmy zabiwakować przed schroniskiem. Z czasem zrobiło się jaśniej, a zaraz potem ciemniej i jeszcze ciemniej. To napływały nowe, burzowe chmury. W takiej romantycznej, błyskawicowo – grzmotowej scenerii spędziliśmy kolejnych kilkadziesiąt minut. Już wtedy stało się jasne, że wschód słońca będzie niemożliwy do zaobserwowania.
Kiedy jednak deszcz ustał nieco i chmury przesunęły się w stronę Obidzy, wyruszyliśmy na Wysoki Wierch. A tutaj niespodzianka. Dokładnie na samym szczycie powitała nas kolejna burza. Znowu błyskawice, grzmoty a w tle Trzy Korony i Lubań z jednej a Wiaterny Wierch z drugiej. Litry wody leją się na nas. W butach (nawet tych zaimpregnowanych) robi się dość "wilgotno". Nie ma czasu na kontemplowanie piękna przyrody. "Błyskawicznie" zbiegamy (zgodnie z wcześniejszym planem) na Lesnickie sedlo (Przełęcz pod Tokarnią). Silny wiatr przegania chmury, burza oddala się, deszcz staje się coraz słabszy i ukazują się Tatry Bielskie i mały skrawek Tatr Wysokich. Na przełęczy, kolejna oddziałowa uroczystość (w pofałdowanym terenie), czyli oficjalne powiększenie naszej górskiej rodziny. Chwila dla fotoreporterów i głodomorów… Pogoda poprawia się, więc dalej w drogę. Przez Aksamitkę i Płaśnie docieramy do Sedla Cerla (Przełęcz pod Klasztorną Górą). Widok na Trzy Korony niezmienny. Wspaniałe miejsce na małe "co nieco". Tylko te chmary owadów. Przez chmury przebija się słoneczko. Mamy więc swój "wschód". Może nieco później bo przed ósmą, ale lepiej później niż wcale. Zmieniamy kolor szlaku na niebieski (dalej zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami) i podążamy do Leśnicy. W pełnym słońcu docieramy do Pienińskiej Chaty. Tutaj čapovane pivo i mała pigwóweczka. Nie zapominamy też o "studenckich". Wyschnięci (nie licząc obuwia) i zadowoleni rozpoczynamy ostatni etap wędrówki. Drogą Pienińską docieramy do Szczawnicy. Towarzyszy nam w dalszym ciągu słońce i błękitne niebo. Prognozy jednak czasem się sprawdzają...

Janusz  Foszcz


24.07.2010 - Na Przełęczy pod Tokarnią - (fot. Marek Burnóg)

1 % DLA PTT

 

Współpraca

 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
 
 
 
 
 

RABATY DLA CZŁONKÓW

Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama
 
Reklama